Na ślubnym kobiercu w sercu Chianti
Przespałam prawie cały piątek, przespałam cały dzień nad morzem, nie zrobiłam nawet jednego porządnego zdjęcia, byłam jak balonik, z którego zeszło całe powietrze, a to był przecież z wielu powodów bardzo wyjątkowy dzień. Zmęczenie, które kumulowało się od kilku ładnych dni, nagle przerwało tamę i ścięło mnie z nóg.
Kiedy robię coś z pasją, działam na pełnych obrotach, czasem wręcz spalam się i potem potrzeba wielu dni, żeby znów wrócić do formy.
W czwartek wróciliśmy z Najmłodszym do domu o 2.00 w nocy, czyli już w piątek… Zmęczeni do granic możliwości, ale też szczęśliwi, bo wszystko pięknie się udało. To był wyjątkowy, toskański ślub.
Kiedy pół roku temu moi Uczniowie poprosili mnie, żebym przejęła stery i pomogła w organizacji ich ważnego dnia, byłam wzruszona. Ta fala wzruszenia powróciła w miniony czwartek, kiedy to mnie przypadł zaszczyt bycia tłumaczem przysięgi małżeńskiej, rozłożenia trenu Pani Młodej, dania znaku wokalistce, że muzyka start… Najmłodszy to wszystko zachował w pięknych kadrach, które mam nadzieję, będą cenną pamiątką dla naszych nowożeńców.
Sama lokalizacja zachwycająca – XIII – wieczny toskański zamek, catering na najwyższym poziomie. Atmosfera wyjątkowa, bo wyjątkowi byli ludzie…
Więcej o samym wydarzeniu napiszę, kiedy Najmłodszy przygotuje kilka zdjęć. Może będzie to inspiracją dla kogoś z Was.
Wyniki matury
– Mikołajku, a kiedy są wyniki, jeśli ustny masz we wtorek?
– O! – przypomniał sobie Mikołaj, kiedy siedzieliśmy jeszcze w lokalnej restauracji na kolacji kończącej nasz wspólny rodzinny czas – chyba już są.
– I co????
– To może mama sprawdzić? Albo nie ja sprawdzę.
Wszyscy zaparli dech.
– Zdałem! I to nawet dobrze! – tu podał punktację i obliczył zaraz, że wszystkie punkty razem dają mu pełen luz na ustnej, bo gdyby nawet nie odezwał się słowem, to maturę już zdał! Będzie mógł przynajmniej we wtorek zdawać ustny na totalnym luzie!
Kamień z serca!
Rodzinny czas, który przemknął obok
Mama i Świta o poranku ruszyli w powrotną drogę. Tym razem był to bardzo krótki czas i przede wszystkim dla mnie bardzo pracowity. Mam wrażenie, że przemknął gdzieś obok mnie. Nie zdążyłam się nacieszyć, wyprzytulać na zapas, niedosyt rodzinnych czułości, gier, śmiechów położył się ołowiem na żołądku i puścić nie chce.
W ostatnich dniach byłam jak w amoku, a wczoraj nasze wspólne plażowanie w połowie przespałam. Dopadło mnie tak gigantyczne zmęczenie, jakby ktoś przeorał mną całe pole. Zszedł stres, zeszło wszystko… Tak naprawdę teraz dopiero mogłabym zacząć wspólny czas i cieszyć się nim tak, jak należy.
A jeśli już wszyscy się rozjechali, to ja mam zamiar zaszyć się w moich Apeninach, poszukać samotnej łąki i pobyć w ciszy, żeby głowa znów wróciła do równowagi.
Na scenę wchodzi lato. Dziś w Marradi świętujemy letnie przesilenie. Mam nadzieję, że wraz z Mikołajem uda nam się zajrzeć do S.Adriano, gdzie w tym roku zorganizowana jest impreza. Jeśli Mikołaj się wypisze, będę szukać kogoś, do kogo można się przykleić.
Pięknego dnia! Pięknego lata!


