Miesiąc
Mija dokładnie pierwszy miesiąc astronomicznej zimy i trzeba przyznać, że w tym roku ten pierwszy miesiąc jest w Toskanii naprawdę zimowy – zimowy po toskańsku rzecz jasna, ale jednak. Wielkich zmian pogodowych na horyzoncie nie widać, więc pewnie na pierwsze kwiaty świętego Józefa będę w tym roku musiała poczekać jeszcze tydzień albo i dwa, niemniej końcówka stycznia to już prawie „wpół do wiosny”.
Na południu Włoch przetacza się rozhulały huragan Harry. Niektóre obrazki przyprawiają o dreszcze, do tego stopnia, że początkowo posądziłam o współudział sztuczną inteligencję. Okazało się jednak, że tym razem to samo życie. Są miejsca gdzie ośmio czy dziewięciometrowe fale uderzają z gigantyczną siłą, a morze wdziera się do centrum miasta.
Kto w tych dniach wybrał się do Kalabrii czy na Sycylię miał niestety pecha. Od jutra podobno pogoda ma się poprawiać.
U nas zupełnie inny świat, po wiszących od kilku dni chmurach gęstych jak kisiel wreszcie wraca słońce.
Kroki większe i mniejsze
Jeśli koniec stycznia to wpół do wiosny, to środa jest takim wpół do piątku. Dla mnie akurat sam piątek niewiele znaczy, bo sobota jest zwykłym dniem pracy, ale mam nadzieję, że weekend w tym tygodniu będzie jeszcze jednym krokiem do przodu… Ostatnie miesiące są właśnie takim wypatrywaniem, wyczekiwaniem kolejnych kroków. Były kroki milowe, były kroki do tyłu, były skoki przez wyrwy, były zwykle kroki i kroczki i kroki pod górę… Wszystkie one doprowadziły do tego, gdzie dziś jesteśmy…
Tymczasem pociąg ze stacji Marradi w kierunku Florencji wyruszył zgodnie z rozkładem. Za oknem miga krajobraz Mugello – wyjątkowo bez mgieł, z nietypowo, jak na styczeń, lazurowym niebem.
Przede mną kolejne wyzwanie, a wieczorem mam nadzieję mała nagroda, na myśl o której już przebieram nogami.
– Mamy tych rzeczy już trochę zaplanowanych…
– To znaczy?
– No tu i tu, potem tam i tam…
– Rzeczywiście. Ale dwa są króciutkie, pierwsze to w ogóle jeden dzień. Myślisz, że za dużo? Możemy zawsze z czegoś zrezygnować albo skrócić jakiś pobyt.
– Nie nie… – podaj mi wszystkie daty, zapiszę już w kalendarzu.
Ja też zapisałam. Nie wiem co z tych planów będzie, ale lubię tym wypełnionym kalendarzem karmić nawet oczy. I tak będzie, co ma być, ale ja mam nadzieję, że krok za krokiem, będzie dobrze. Czasem czuję się tak, jakbym czekała na to całe życie.
Pociąg już zbliża się do Florencji. Dobrego dnia!


