Relacja z miejsca klęski - Marradi
W ostatnich kilku latach przetoczyły się nad nami różne kataklizmy. Teraz, kiedy na oficjalnych stronach pojawia się komunikat „allerta”, wszyscy stają na baczność. O tym, że ten tydzień będzie trudny „pogodowo” wiadomo było już wcześniej, ale czym innym jest brzydka pogoda, a czym innym armagedon.
To, co się wydarzyło u nas wczoraj, to nie był zwykły deszcz. Być może niektórzy myślą, że popada jeden dzień i Apeniny osuwają nam się na głowę, a Toskania i Romagna muszą zamienić auta na kajaki. Trudno to już nawet było nazwać deszczem. To był jeden długi potop z nieba. Poziom wody w Lamone rósł w oczach i o ile nigdy wcześniej samym Biforco się nie przejmowałam, to wczoraj kiedy brunatna, skołtuniona rzeka, była jak bestia w konwulsjach, zaczęłam się zastanawiać czy na pewno mur ogródka mojej sąsiadki, który jest kilka metrów niżej od mojego, wytrzyma. W pewnym momencie ogarnęła mnie panika, że to wszystko w końcu osunie się w rozszalałe odmęty.
Po południu deszcz padał już normalnie, a poziom wody zaczął się obniżać.
Tym razem niestety nie mogliśmy powiedzieć, że Marradi wyszło z kataklizmu bez szwanku. Kilka porządnych osuwisk poodcinało drogi – tym razem głównie w kierunku Florencji. To właśnie przez to Mario i Franco nie dotarli do Casa Gallo, bo dosłownie 100 metrów do celu na drogę zjechał kawałek góry. Mam nadzieję, że dziś zostanie to uprzątnięte i zdesperowany, stęskniony za swoim domem Mario dotrze do celu szczęśliwie.
My jako Marradi nie jesteśmy zagrożeni tradycyjną powodzią, ale woda w czasie takich armagedonów płynie z gór niekontrolowanymi kaskadami i tak wczoraj znalazła sobie drogę przez niektóre domy. To nawet trudno opisać. Przy via Francini blisko centrum też zjechała ziemia przerywając barierki. Nieprzejezdne są drogi do Campigno, Albero i na Gamberaldi… Ucierpiał też nasz akwedukt i to czy będziemy mieć dziś wodę jest pod wielkim znakiem zapytania.
We wszystkich wiadomościach Lamone i Marradi było w niechlubnej czołówce najbardziej gwałtownych zawirowań pogodowych. Trochę za często ostatnio mamy „parcie na szkiełko”. Zdecydowanie lepiej jest, kiedy o Marradi się nie mówi…
Ja sama byłam wczoraj bez prądu przez dwie godziny, co oczywiście odbiło się na moich lekcjach…
Raport z kataklizmu - Toskania
Tym razem kataklizm skoncentrował się nad sercem Toskanii. Florencja z zapartym tchem obserwowała Arno, które w szczycie niosło 1500 metrów sześciennych na sekundę! Potem to samo w Pizie, która pełna strachu umacniała moje ulubione „Lungarni”. Najmniej szczęścia miały małe miejscowości – Sesto Fiorentino, San Piero a Sieve, część Vicchio, Calenzano i wiele innych. Wiele domów zwłaszcza w Apeninach jest nadal odciętych od świata.
Wieczorem zdecydowano o spuszczenie odrobiny wody z Bilancino, bo inaczej zalane byłoby chyba całe Mugello. To dlatego też tak bardzo „spuchło” Arno. Sztuczny zalew nie był w stanie przyjąć już więcej wody!
Raport z kataklizmu - Romagna
Lamone spłynęło z Apeninów i w furii pognało na Romagnę. W okolicach Brisighelli rozlało się po dolnej części miasteczka. Pod wodą znalazły się pola, sady i kilka domostw. Późnym wieczorem na przyjęcie fali powodziowej szykowała się przestraszona Faenza, która ucierpiała najbardziej w poprzednich kataklizmach. Na szczęście tym razem obeszło się bez przerwania wałów!
Wiem, że trudna sytuacja była też w okolicach Lugo i Bagnacavallo. Nie mam żadnych nowych wieści odnośnie Emilii, ale mam nadzieję, że tam też wszystko jest pod kontrolą.
Dzieci
Cały kataklizm przeczekałam w domu z Bolońskim Dzieckiem u boku, które rozpieszczało mnie kulinarnie. Wielka ulga i szczęśliwy zbieg okoliczności, że przyjazd przełożony został na dzień wcześniej. Aż się boję myśleć co by było, gdyby…
Dziś wraca Mikołaj. Będę w pełni spokojna dopiero wtedy, kiedy również moje drugie Dziecko dotrze do domu całe i zdrowe. Najpierw niech lot będzie spokojny i lądowanie łagodne, potem niech bez przygód wszyscy dotrą do Faenzy i na koniec niech mój świeży kierowca odbierze suche auto i szczęśliwie pokona te ostatnie kilkadziesiąt kilometrów ubłoconej drogi.
Od jutra wraca do nas słońce i prawdziwa toskańska wiosna. Miejmy nadzieję, że już bez takich atrakcji. 14 marca 2025 na pewno zapamiętamy na długo.
Dobrego dnia!



10 komentarzy
Mimo wszystko dobrego popołudnia 🥰🥰🥰🥰🥰
Trzymam kciuki za Was😘😘😘
Wiele razy, gdy publikowałaś zdjęcia ze swoich wojaży i widziałam na nich domy bezpośrednio przy rzece, posadowione na murach oporowych, a często bezpośrednio na brzegach rwących rzek (patrz Twój widok z okna!), tyle razy zastanawiałam się: jak to przetrwało przy ulewnych deszczach setki lat? Wiem, że woda to życie, ale też woda to rujnujący kataklizm! Spokojnej niedzieli Kasiu. Pozdrawiam. Hanka
Dziś w wiadomościach polskich wymieniono nazwę Lamone właśnie w kontekście ulwe i jej wysokiego stanu wody. Jednak wolałabym usłyszeć o niej w milszych okolicznościach. Przykro mi niezmiernie ale słowa w TV że tak będzie coraz częściej i mamy się do tego przyzwyczaić nie przekonują mnie że mamy to uważać za normalność. Wysyłam Wam dobre myśli ❤️
Grazie! Też bym wolała, żeby moje Lamone słynęło z poetyckiego szumu i szmaragdowego koloru…
Też się wielokrotnie nad tym zastanawiam. Te domy widoczne z mojego okna, nawiasem mówiąc w jednym z nich mieszkałam przez 7 lat, to najstarsze budynki w Biforco.
Jasne! Przecież pamiętam :)Dom z kamienia przy moście, z tarasem, ławeczką i glicynią. Pozdrawiam. Hanka
Ciesze sie, ze kataklizm juz przeszedl i mam nadzieje, ze bedziesz juz miala regularna wiosne 🙂
Przesylam Waszej trojce serdeczne usciski i moc dobrych mysli 🙂
Dziękujemy <3
Spokojnej nocy i dobrej niedzieli .
Dziękujemy!