Nieznana pętla tuż pod domem
Cieszyłam się na ten trekking jak wariatka – cieszyłam z wielu powodów. Z powodu towarzystwa, z marca w grudniu oraz z obietnicy nowego i nieoczekiwanego. Kolejny raz (ile jeszcze tych razów będzie???) okazało się, że nadal pod bokiem mam mnóstwo nieodkrytych szlaków, przy których – co najpiękniejsze – kryje się mnóstwo opuszczonych, kamiennych domów, a każdy z nich to osobna, fascynująca historia.
Najwygodniejsze szlaki to te, które zataczają pętlę i taki właśnie był szlak, którym ruszyłam w niedzielny poranek. Szlak, który startuje z okolic Fantino i już od pierwszych chwil wdrapuje się stromo pod górę, ale to wdrapywanie przez cały czas podąża kostropatą granią, z której widoki skutecznie odciągają uwagę od zmęczenia.
Pierwszy odcinek pętli był niekończącym się och i ach przy akompaniamencie fanfarów entuzjazmu małego dziecka.
Nieskończoność
Jeden szałas, drugi szałas, jeszcze jeden widok, dziesięć nowych kadrów, przerwa na batonik ratujący życie. Wprawdzie ten batonik żadnego życia tym razem ratować nie musiał, ale był dobrą wymówką, żeby zatrzymać się na dłużej.
Potem zaczęło się schodzenie… Karkołomne, błotniste, kamienne. Dalej gaj kasztanowy, porzucone domostwo, gąszcz zimowych jeżyn i przedzieranie się na skróty i śmiech i zabawa i krztynka adrenaliny.
Powrót na szlak, przeprawa przez potok, znów pod górę i zaraz znów kostropato w dół i jeszcze jeden potok i tak cały czas do siódmych potów, do kolejnych kamiennych domów.
Ileż ich po drodze minęliśmy! O żadnym z nich nie miałam nawet pojęcia…
Nieskończoność historii, nieskończoność bodźców, nieskończoność…
Jeszcze raz
A potem jeszcze raz „podgórka” już dobrze znajoma, za podgórką przerwa na piknik, na tej samej, co dwa tygodnie temu, grani, potem znów te same głazy, jeszcze raz Lozzole, jeszcze raz przedwieczorne słońce. Jeszcze raz grudzień dopisał piękne wspomnienie…
Dystans ponad 14 kilometrów, dodatkowo przewyższenia ponad 800 metrów w górę, radość i emocje nie do opisania – na to przyjdzie czas kiedyś, w innej książce.
– Popatrz na te belki, na te sklepienia, to arcydzieło…
– I te „freski”, to okno, ten zlew…
***
– Jaki ładny kamień!
– Popatrz! Motyl!
– Jak się pięknie, kaskadowo układa potok…
– Kolejna prymulka!
***
Pięknego dnia!



2 komentarze
Jak ja sie cieszę kiedy Ty się tak radujesz❤️
<3 Ja też się cieszę radowaniem <3