Pasja
– Czy ty mógłbyś tu posprzątać? – siadam na brzegu łóżka Mikołaja.
– Mógłbym… – odpowiada nie odrywając nawet wzroku od kawałka drewna, z którego odpadają kolejne wiórki. Małym nożykiem wygładza powierzchnię oliwnego pieńka i co chwila głaszcze go z czułością.
– Co z tego będzie?
– Jeszcze nie wiem.
– Jak pachnie… Niech zobaczy – podstawia mi pod nos garść świeżych wiórków.
– Rzeczywiście, bardzo ładnie – odpowiadam i jednocześnie omiatam wzrokiem każdy kąt. – Popatrz! pokazuję palcem na podłogę.
– Powiedziałem, że posprzątam – ucina zanim mój wywód nabierze rozpędu.
– A nie mógłbyś czegoś podłożyć? Zobacz biurko się niszczy…
Bez odzewu. Nie przeszkadza się Geppetto przy pracy – powinnam to wiedzieć.
Ileż on się nastruga, non stop, siedzi pochylony z nożykiem, czy dłutkiem w ręku, aż wióry lecą! Uwielbiam to artystyczne zacięcie u moich dzieci.
I tak na poważnie – nawet jeśli zrzędzę, to już się chyba uodporniłam na „porządek” w pokoju Mikołaja (u Lucy jest podobnie, tylko bez wiórów). Z tych wszystkich wiórów, które się poniewierają u Mikołaja, a poniewierają się chyba nawet w jego łóżku, można byłoby ulepić Pinokio i to niejednego.
Rzym i amaro
Po kolacji idziemy z Lucy do baru na małe digestivo. Planujemy nasz rzymski wypad. To już w najbliższą sobotę. Trawię ten wyjazd jak anakonda cielaka, bo Rzym i ja jakoś nie umiemy się dogadać. W tym roku w prezencie urodzinowym i Mikołaj i Lucy dostali bilety na wymarzone koncerty. Mikołaja była Padwa i Iron Maiden, Lucy ma Kendricka Lamara na Stadio Olimpico. Dzięki pewnej Dobrej Duszy (Aga jesteś wielka!!!!) udało nam się jakoś sensownie ułożyć plan na te 24 godziny. Przy okazji polecam to, co Aga stworzyła! Myślę, że to NIEZBĘDNIK (https://everydayinitaly.com/rzym-food-tour-kulinarny-przewodnik-po-rzymie/) w czasie wyprawy do Rzymu.
Sączymy sobie z Lucy coś miłego na trawienie i przeglądamy lokale bezglutenowe – z Lucy taka jest niestety trudność. Robimy plan gdzie śniadanie, gdzie obiad, gdzie przekąski.
– Stresuje mnie ten wyjazd – Lucy udziela się mój niepokój.
– Ja się stresuję i to wystarczy. Najbardziej ta włóczęga po nocy.
– No właśnie… Ty będziesz tam gdzieś sama chodzić.
– Ale ja sama lubię, popiszę wreszcie, porobię trochę zdjęć. To będzie nowe doświadczenie. Ty masz się tylko dobrze bawić na koncercie. Damy radę.
Muszę jednak przyznać, że choć urodziłam się w wielkim mieście i to w szemranej dzielnicy, to jednak dziś bliższy sercu jest mi górski świat natury. Tu niczego się nie boję, tu jestem u siebie. W dużym mieście odzywają się niezmiennie lęki drzemiące od lat pod skórą, a w ciemności to już w ogóle. Demony przeszłości lubią ciemność.
– Dopiłaś? Idziemy?
– Dziś znów oglądamy Friends?
– Jasne.
Przedostatni dzień lipca
Dziś czeka spokojniejszy dzień jeśli chodzi o lekcje, co jest oczywiście miłe z punktu widzenia – mieć wolny czas, ale z każdego innego punktu widzenia napawa jednak lękiem.
Planuję sobie już dziś atrakcje na jutro. Coś tylko dla mnie, coś z dziećmi (całą trójką) i Mario, i może późny wieczór poza domem?
Lipiec zrywa przedostatnią kartkę z kalendarza. Mój ukochany lipiec…
Dobrego dnia!



7 komentarzy
Urodzinowa kawa kupiona! Super że można w ten sposób dołożyć małą cegiełkę do Twojego prezentu 🎁
Całusy dla całej rodzinki.
dziękuję <3
Wszystkiego najlepszego !!!!!!
Prezent uszykowany czeka na spotkanie z Tobą 🥰🥰🥰
<3
Jak dobrze czytać o Lucy ❤️ brakowało nam jej ❤️ Dobrej zabawy mimo obaw
Wszystkiego dobrego Marzycielko! Pozdrawiam. Hanka
grazie <3