O kwiatach i ich miękkości
– Tym razem to fotografce trzeba zrobić zdjęcie – powiedział jeden ze starszych mężczyzn pracujących na polu.
– Taki właśnie jest zamysł – zaśmiałam się i przytuliłam jeden z dorodnych kwiatów, klejąc sobie przy tym dłonie żywicą.
Słoneczniki są piękne, ale w ogóle nieprzytulaśne. Jak się tak głębiej zastanowić, to mało jest przytulaśnych kwiatów…
W czwartkowy wieczór jeszcze raz rzuciłam Mikołajowi propozycję nie do odrzucenia – „trzeba Matkę sfotografować w słonecznikach”.
Nie było nad czym dyskutować.
Wzięliśmy Nikona i pojechaliśmy do Popolano. Burza poprzedniego wieczora w ogóle słonecznikom nie zaszkodziła. Prężyły się dumnie w wieczornym świetle, lekko targane gorącym wiatrem. Słoneczniki są moim ulubionym rodzajem poezji – jest w nich niezwykłe połączenie majestatu i przaśności…
Chciałam napisać „taka mała rzecz, a cieszy”, ale jednak trzeba słonecznikom oddać sprawiedliwość, falujące morze słońc trudno przecież nazwać „małą rzeczą”.
Ciekawe czy słoneczniki wiedzą, że dla wielu stały się emblematem Toskanii, choć przecież podobne pola można spotkać również w innych regionach.
Lubię obserwować tę kwiatową kolej rzeczy. Najpierw fiori di San Giuseppe, prymulki i fiołki, potem glicine, irysy i dzikie orchidee, dalej maki, jaśmin i róże, za nimi to, co najlepsze – ginestre i lipy, a za lipami tuptają słoneczniki…
Za chwilę będzie lagerstermia, a jeszcze za nią… cicho sza! Do cyklamenów przecież jeszcze całe wieki…
Na starcie pierwszego lipcowego weekendu
To był wyczerpujący tydzień. Mnóstwo zajęć, obowiązków, a wszystko to podlane znów stresem odpowiedzialności. Na szczęście wszystko najważniejsze poszło zgodnie z planem, nad małymi potknięciami, które zadziały się z przyczyn niezależnych od nas, nie ma się co dziś zastanawiać. Ważne, że dużo dobrego się zadziało i „kolejny statek dopłynął do portu”.
Mam nadzieję, że pierwszy lipcowy weekend, który staje właśnie na starcie przyniesie wyluzowanie, beztroskę, zabawę i dużo dobrego.
Marradyjski plan jest bardzo bogaty. Plac już powoli rozgrzewa się lokalną kuchnią i muzyką. Jutro kolejne tańce, a w sobotę trekking z archeologicznym zacięciem. Mam nadzieję skorzystać z każdej z tych atrakcji i znów bawić się jakby jutra miało nie być, bo tak naprawdę kto wie jakie będzie „jutro”…
Pięknego weekendu! Morza uśmiechniętych kwiatowych słońc!
Ps. Oczywiście nie mogło zabraknąć słonecznikowej rolki.



8 komentarzy
Pani Kasiu, dziękuję za piękne jak zawsze zdjęcia, miód na moje stęsknione za Italią serce.
Bardzo mi miło <3
Przepięknie
Niezłe oko fotografa😉😉😉😉
Pozdrawiam serdecznie 😘🥰
Przepięknie
Niezłe oko fotografa😉😉😉😉
Pozdrawiam serdecznie 😘🥰
Jak to się mówi? „Gena nie wydłubiesz?”
🙂
Rewelacyjne zdjęcia Mikołaj zrobił!!!!!
Przepięknie !