Słonecznikowe niedoczekanie
Wzdłuż drogi z Faenzy do Marradi jest w tym roku kilka pięknych pól słoneczników. Te bliżej niziny zaczynają już przekwitać, natomiast te, które znajdują się w górskiej części doliny są właśnie w pełnym splendorze. Wyjątkowo słonecznikowy jest w tym roku w dolinie Lamone.
Kiedy w środę wracałam do domu, po tym jak akt notarialny szczęśliwie został podpisany, z nosem przyklejonym do szyby autobusu zachwycałam się falującym polem słoneczników, które otacza agriturismo w Popolano. Zaraz sobie pomyślałam, że nim zapadnie noc, przyciągnę tu Mikołaja i zrobimy porządną sesję. Teraz niestety nie mam już nikogo, komu mogłabym stawać przed obiektywem. Sporadycznie zdarza się, że Mikołaj ma czas i jednocześnie wenę, a Mario, który jeszcze kilka miesięcy temu był moim nadwornym fotografem, może uchwycić kilka kadrów, ale tylko wtedy, kiedy jesteśmy przy domu. Najczęściej zatem pozostaję przy selfie czy też selfie w nieco zaawansowanej wersji z użyciem statywu.
Te słoneczniki były jednak dla mnie sprawą honorową, tym bardziej, że – o ile się nie mylę – zeszły rok, jako pierwszy w mojej toskańskiej historii, minął bez takiej sesji.
W środę tak się szczęśliwie złożyło, że proszona kolacja była dopiero o 20.30, a ostatnia wieczorna lekcja została odwołana. Mogłam więc spokojnie przemyśleć outfit i inne detale. Nie wzięłam jednak pod uwagę tego, że pogoda na fali gigantycznych upałów spłata nam figla…
Pogodowy alert na wyrost
Najpierw uruchomił się pogodowy alert, że ma się przetoczyć nad nami burzowy armagedon. Po ostatnich latach na takie alerty reagujemy tutaj gęsią skórką.
Od Florencji ciągnęły gigantyczne burze, które w stolicy Toskanii porządnie narozrabiały łamiąc przede wszystkim wiele drzew. Patrzyłam z okna na sino-fioletową czapę, która zawisła nad Apeninami i czekałam, co się z tego wykluje.
Przed wieczorem zerwał się wiatr, zagrzmiało porządnie może 10 razy, błysnęło się, chlusnęło deszczem, ale na szczęście nie rzuciło żadną bombą wodną i tyle w temacie armagedonu. Ot zwykła letnia burza.
Plus był taki, że ogródek został dobrze podlany, że powietrze się orzeźwiło, że dzięki temu proszona kolacja była w zabytkowej kuchni, a nie w ogrodzie, co skończyło się zwiedzaniem zabytkowego lokum i poznawaniem jego historii.
Był też jeden minus – ze słonecznikowej sesji nic nie wyszło.
Ale jak to mówią – co się odwlecze…
Dobrej nocy!



Jeden komentarz
🙂🙂🙂