Na przekór wszystkiemu
To on pierwszy wysłał mi reel z ruinami zamku. Z hasztagów odczytałam, że to w Emilii i zaraz odpowiedziałam krótko: Reggio Emilia, a na dokładkę dołączyłam linki do dwóch innych reels.
I tak – choć zarzekaliśmy się, że nigdzie daleko – narodził się plan na niedzielne wojażowanie. Na naszej liście znalazły się trzy zamki w prowincji Reggio Emilia. Prawie trzy godziny drogi w jedną stronę. Prognozy pogody bardzo takie sobie.
Chęć wojażowania – ogromna, humor – przedni, wspomnienia – na zawsze.
Matilde di Canossa i jej zamek
Wszystkie zamki, które planowaliśmy odwiedzić znajdują się w prowincji Reggio Emilia, historia każdego z nich sięga czasów średniowiecza i każdy z nich ma do opowiedzenia przedziwne dzieje.
Pierwszym zamkiem na naszej liście był zamek Canossa.
Matilde di Canossa była jedną z najpotężniejszych kobiet Europy w XI wieku. Władała ogromnym terytorium – częścią dzisiejszych Ligurii, Emilii Romanii i Toskanii. O tym, jak ważną była postacią świadczy sam fakt, że pochowano ją w Bazylice Świętego Piotra. Była wielkim politykiem, strategiem, sojusznikiem papieża, a poza tym genialną zarządzającą podległych jej ziem.
To ona doprowadziła właśnie tu na zamku Canossa do spotkania papieża z imperatorem Henrykiem IV, które było przy okazji legendarnym upokorzeniem tego drugiego.
Grzegorz VII był gościem Matilde. Głosił on, że papież jest najwyższą z możliwych instytucji, z czym oczywiście nie zgadzał się cesarz. Aby zakończyć ten konflikt młoda margrabina weszła w rolę mediatorki i zaprosiła Henryka do zamku w Canossa, kiedy przebywał w nim Gregorio. Imperator został jednak przyjęty dopiero po trzech dniach klęczenia na śniegu, boso przyodziany jedynie we włosienicę.
Do tej pory w języku włoskim funkcjonuje powiedzenie: andare a Canossa (iść do Canossy), co oznacza upokorzyć się, prosić o wybaczenie, poddać się, przełknąć zniewagę i przyznać się do błędu.
Dziś z zamku zachowały się już tylko ruiny, które górują majestatycznie ponad księżycowymi calanchi i pagórkami Emilii. Na jednym z nich dosłownie kilka kilometrów dalej góruje inny zamek – Rossena, ale o nim innym razem.
Castello di Canossa udostępnione jest zwiedzającym przez cały rok. Koszt biletu to 4 euro.
Cała osada to dosłownie kilka domów u stóp ruin zamku. Wśród nich jeden tylko bar, który w lutową niedzielę zamknięty był na głucho…
Dziura w brzuchu
– Wiesz co… Ja to już zaczynam być głodna – powiedziałam nieco nieśmiało, bo była dopiero za kwadrans 12.00 – mam już małą dziurę w brzuchu.
– Ja też! – odpowiedział bez chwili wahania.
– Jak dobrze, że my nawet żołądki mamy zsynchronizowane. To co? Najpierw obiad, a potem następny zamek?
– Zaraz jak dotrzemy do auta, to zobaczymy co tu jest w pobliżu.
Chwilę później:
– Popatrz na to. Tylko dwie minuty stąd… Le Pietre di Canossa. Mają ładne menu – wyciągnęłam telefon, żeby pokazać zdjęcia dań.
– Nas to szybko można przekonać!
10 minut później siedzieliśmy już przy stoliku i wybieraliśmy smakołyki z wypisanego odręcznie menu, ale to będzie już CDN…
Dobrego nowego tygodnia!
Och! Jeszcze ROLKA!



4 komentarze
Ja właśnie wróciłam z Emilii Romanii z wymiany międzynarodowej z uczniami i tak patrzę jak bardzo blisko byliśmy Reggio Emilia, ale nikt z naszych włoskich hostów nie powiedział, że moglibyśmy obejrzeć takie miejsce jakie dzisiaj prezentujesz. Postawili na bardziej popularne i turystyczne miasta. Pozdrawiam AnetaG
Jak zwykle super przygotowana. Skarbnica wiedzy. Czytałam z prawdziwą przyjemnością. Moje przesłanie – niech sie wiedzie!
Bardzo mi miło i dziękuję <3
Jest powód, żeby wrócić 🙂