Obiad nad Gardą
– A gdybyśmy na obiad pojechali nad Gardę? – zaproponował nagle.
– Cudownie! Jedźmy nad Gardę!
Z jednej strony trochę obawiałam się tego, że w pierwszą niedzielę sierpnia wpakujemy się w taki chaos, że trudno nam się potem będzie stamtąd wydostać, ale z drugiej strony wszystko, co robimy razem, nawet stanie w korku ma sens.
– Ile mamy stąd nad Gardę?
– GPS pokazuje 30 minut.
– Tylko? Bosko!
On prowadził, a ja zaraz zaczęłam wertować Google w poszukiwaniu godnego przybytku na obiad. Zamarzyły nam się ryby z widokiem na jezioro i to marzenie udało nam się spełnić jakieś dwa kilometry przed Malcesine.
Obiad był bardzo smaczny, choć nie aż tak smaczny, żeby pisać o nim poezje. Trudno w miejscach tak turystycznych wymagać Bóg wie czego. Jednak muszę przyznać, że już sam moment, widok, spontaniczna decyzja, granie cykad, On u mojego boku… to wystarczyło nie tylko na jedną poezję, ale na całe zbiory psalmów uwielbienia.
O samej Gardzie dwa słowa - bardzo subiektywnie
Przejechaliśmy wzdłuż całego wschodniego wybrzeża, na obiad – tak jak pisałam zatrzymaliśmy się przed Malcesine. Zachwycaliśmy się jeziorem z drogi, ale tylko samym jeziorem, z czysto geograficznego punktu widzenia. Jednogłośnie jednak stwierdziliśmy, że w sezonie letnim nie jest to miejsce dla nas. Po pierwsze na każdym wolnym skrawku czy kamyczków, czy wypalonego słońcem trawnika leżały ręcznikowe patchworki, a ludzie siedzieli gęsto jeden obok drugiego. Woda ani temperaturą, ani też zapachem nie zachęcała do kąpieli. Pomyśleliśmy, że wrócimy tam w innej porze roku, żeby potrekkinzgować czy też być może zrealizować jakąś ferratę, ale na pewno nie jesteśmy z gatunku stadno-plażowego.
Droga do domu upłynęła nam spokojnie, bez żadnych przygód, korków i innych mniej przyjemnych atrakcji. Do samego końca było idealnie – cała podróż była tak idealna, że nawet w najbardziej brawurowych marzeniach o takiej idealności nie śniliśmy.
Teraz przed nami, a tak naprawdę głównie przede mną trzy intensywne tygodnie i dopiero na początku września kolejna dłuższa podróż.
Tymczasem do Marradi zawitała Mama i Świta i w piątkowy wieczór miało miejsce oficjalne już na żywo poznanie Mojej Drugiej Pary Hoka.
Niech to będzie piękny czas!
A tu jeszcze raz rolki z ostatniej podróży:
ROLKA 1
ROLKA 2
ROLKA 3
ROLKA 4


