Propozycja nie do odrzucenia
Kiedy jeszcze ta podróż była tylko w moich malowanych fantasmagorią planach, już wtedy pomyślałam sobie, że gdyby się jednak udało, mogłabym zrealizować mini trekking do książki.
Jak już wiadomo, wszystko się pięknie udało, a moja propozycja na ten skromny spacer – jak nawiasem mówiąc wszystkie moje propozycje – została przyjęta z entuzjazmem.
Plan na ostatni dzień roku, za sprawą skutego zimnem poranka, odwróciliśmy do góry nogami i tak oto wczesnym popołudniem zaparkowaliśmy auto w Gracciano, skąd bierze początek turkusowy szlak wzdłuż rzeki Elsa.
Sentierelsa - trekking wzdłuż rzeki Elsa
Z drogi miejsce wygląda zupełnie niepozornie, żeby nie powiedzieć wręcz mało atrakcyjnie, a zejście nad rzekę jest niemal niezauważalne. Znaleźć to miejsce przypadkiem jest więc niemożliwością. Trzeba wiedzieć, że w tym miejscu ukryty jest skarb, wyostrzyć wzrok i wypatrzeć wąskie przejście, które schodkami prowadzi w dół turkusowej doliny.
Cały dystans to tylko 4 kilometry – tam i z powrotem – ale te cztery kilometry zachwycają nieprzeciętną urodą, turkusem wody jak morze na Malediwach, kamiennymi przeprawami, szemraniem wodospadów i tęczą rozciągającą się nad największym z nich – La Cascata del Diborrato.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że Sentierelsa – jak nazwano szlak – częściowo pokrywa się z Via Francigena!
To miejsce jest bardzo popularne latem, gdyż turkusowe wody – jak łatwo sobie wyobrazić – zachęcają do kąpieli. Jednak w sezonie trzeba liczyć się z tłumem plażowiczów, a co za tym idzie – z problemem z parkowaniem i ze znalezieniem odosobnionego zakątka.
Dlatego ja polecam to miejsce na spacer po sezonie. Zimą, kiedy drzewa są bez liści, turkus wody wydaje się jeszcze bardziej jaskrawy. Jakby bezwstydnie z narcystycznym zacięciem przeglądało się w nim całe toskańskie niebo…
Sylwestrowa noc
Po intensywnym dniu wróciliśmy do naszego pięknego lokum. Drzemka, kolacja, szykowanie się na wieczór, a wszystko to przede wszystkim w takim spokoju, jakiego chyba nigdy w całym moim życiu nie zaznałam…
W przypływie euforii między drzemką, a kolacją zarezerwowaliśmy nawet lokum na wiosenno letnią podróż i choć nikt nie wie, co się wydarzy za pół roku, to ja jednak mam nadzieję, że będzie się już „wydarzać” tylko dobrze i jeszcze lepiej!
Jeśli chodzi o sylwestrową noc mogliśmy wybierać pomiędzy Sieną, San Gimignano i Colle di Val d’Elsa. Sienę skreśliliśmy ze względu na wielkość koncertu, San Gimignano ze względu na popularność wśród turystów i tak oto nasz wybór padł na Colle, bo jednak folklor mniejszego miasteczka to coś, co najbardziej doceniamy.
Kiedy dotarliśmy na plac było już dobrze po 22.00. Atmosfera była radosna, prawdziwie sylwestrowa, ale przy tym swojska i kameralna. Takie nasze kilka razy większe Marradi.
DJ wzbijał się na wyżyny, a nogi same ruszały się do tańca. W końcu zaczęło się końcowe odliczanie i o północy złączyliśmy nasze plastikowe kubeczki z prosecco wznosząc jedyny w tamtym momencie słuszny toast!
Surrealistyczna, bajkowa noc, a ta północ w tym roku nabrała dla mnie niemal symbolicznego znaczenia.
I tak oto nastał 2026 rok i pierwszy styczniowy poranek, w którym…
CDN…



6 komentarzy
Cudowne zdjęcia !
Dziękuję Marysiu <3
Przepiękne to miejsce, mój syn już by w tej wodzie wariował, nie jestem nawet pewna, czy pora roku by mu przeszkadzała 🙂 Pozdrawiam. Hanka
❤️
Love is in the air? Fantastico. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Kasia praska
Przepięknie!!!