30 lipca, 2026

Odliczanie godzin i życzliwość, która zadziwia

Siedem lat temu napisała do mnie wirtualna znajoma z prośbą, czy mogłabym uczyć języka włoskiego jej syna. Najpierw odmówiłam grzecznie, tłumacząc, że dzieci z założenia nie uczę, na co Kasia (moja imienniczka z wczorajszego wpisu) odpowiedziała, że tylko dziesięć lekcji, ot żeby Krzyś dogonił kolegów, bo już po rozpoczęciu roku szkolnego zapragnął zmienić klasę na tę o włoskim profilu. Zgodziłam się i nim się obejrzeliśmy dziesięć lekcji minęło rach ciach...

Co znajdziesz w tym artykule?

Na chwilę przed...

Zostało już tylko kilkanaście godzin do wyjazdu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem jutro o tej porze Gianly będzie mknął autostradą. Nie możemy się doczekać. Nigdy nie świętowałam tak urodzin, nigdy nikt urodzinowej podróży dla mnie nie organizował… No dobrze, dużą część kwestii organizacyjnych – jako nadworny kaowiec – ogarnęłam sama, bo jak już pisałam, moja Druga Para Hoka to przede wszystkim Buongiorno, Buonasera i Buon appetito, a ja Buona cała reszta (organizacja, orientacja, ecc…) Tak czy inaczej muszę być sprawiedliwa i przyznać, że jeśli chodzi o orientację – tym razem oddaję na moment pałeczkę. Jedziemy bowiem w strony dla mnie zupełnie nowe, a dla niego dobrze znane i uwielbiane. 

Pudełko podręczne na pierwszy wieczór i poranek w Gianlym – czyli wyposażenie wieczorowe i trekkingowe już zapakowane, walizka do połowy jeszcze wybebeszona. Przygotowane kijki, plecaki, termosy, batoniki ratujące życie. Pracujemy dziś obydwoje tylko do obiadu. Ja mam zamiar po południu jeszcze pięknie się z włosami wyfiokować, a on w tym czasie zamontuje łóżko, haczyki i zasłonki. Potem zostanie już tylko ułożenie wszystkiego strategicznie, ale to robimy razem, bo to jest już początkiem podróży.

Pewnie jutro urodzinowo jeszcze kilka słów się tu pojawi, ale więcej napiszę już po powrocie.

A w ogóle to nie chce mi się wierzyć… Nie chce mi się wierzyć w tak wiele rzeczy: że to już ostatnie urodziny z czwórką z przodu, że te urodziny będę świętować właśnie tak i w końcu z Nim tak, jak sobie wymarzyliśmy, że lato jest już w połowie drogi, że w ostatnich tygodniach znów byliśmy na rozpędzonym rollercoasterze (ten wyjazd jest nam szczególnie potrzebny) i w końcu wierzyć mi się nie chce, że tyle spływa na mnie ciepłej, ludzkiej życzliwości, uznania, podziwu.

Jedno się nie zmienia. Wciąż jestem tym onieśmielona.  

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Ludzie z sercem dla mnie

Dwa tygodnie temu listonosz przyniósł paczkę. W paczce był list „wyciskacz łez” – list był nawet w dwóch językach. Do tego koszulka, jak na załączonym obrazku – w sam raz na jutrzejszą wyprawę. Nadawcą była Asia. 

Asia do Marradi przyjechała po raz pierwszy na jesienne warsztaty, potem wracała już sama, z mężem, z córką, z przyjaciółkami, potem przeszła ze mną 70 km Via Francigena i innym toskańskim szlakiem, poza tym daje się zadręczać gramatyką na lekcjach włoskiego i w czasie tych kilku lat stała mi się bardzo bliska. 

Tak sobie myślę, że z dawnych czasów prawdziwych przyjaźni pozostała skromna garstka – żeby wszystkich policzyć wystarczą palce jednej ręki. Natomiast pozostała większość ważnych dla mnie relacji w taki czy inny sposób zaczęła się od bloga i od mojej Italii. 

Kilka ładnych lat temu… Aż musiałam sprawdzić w archiwum ile to dokładnie – siedem!

Siedem lat temu napisała do mnie wirtualna znajoma z prośbą, czy mogłabym uczyć języka włoskiego jej syna. Najpierw odmówiłam grzecznie, tłumacząc, że dzieci z założenia nie uczę, na co Kasia (moja imienniczka z wczorajszego wpisu) odpowiedziała, że tylko dziesięć lekcji, ot żeby Krzyś dogonił kolegów, bo już po rozpoczęciu roku szkolnego zapragnął zmienić klasę na tę o włoskim profilu. Zgodziłam się i nim się obejrzeliśmy dziesięć lekcji minęło rach ciach. Krzyś szybko dogonił, a nawet przegonił kolegów i co najmilsze poprosił czy możemy nasze lekcje kontynuować. I tak to już od siedmiu lat spotykamy się on line raz w tygodniu, a dwa dni temu spotkaliśmy się po raz pierwszy na żywo i to nie byle gdzie, tylko w najpiękniejszym mieście świata.

Popołudnie spędzone z Krzysiem i jego Rodzicami siedzi mi w głowie do dziś. Byłam onieśmielona i zaszczycona ogromem dobrych słów oraz wzruszona patrząc na dorosłego człowieka, który od alfabetu doszedł do momentu, w którym może swobodnie konwersować po włosku na dowolny temat i ja na tej jego włoskiej drodze byłam trochę „przewodniczką”.  

Jeszcze jedna ciekawostka, nim będę Wam życzyć dobrego dnia. Kasia pięknie baja o sztuce – szukajcie po wakacjach na Śląsku. TUTAJ zdaje się ostatnie minione wydarzenie, a poza tym sprawdzajcie na stronie Teatru Śląskiego! A może ktoś z Was poza – uwaga! – wspomnianą wyżej Asią (świat jest jeszcze mniejszy niż nam się wydaje), miał już przyjemność Kasi bajania o sztuce wysłuchać? Jedno musicie wiedzieć bilety na tę przyjemność rozchodzą się tak szybko jak na koncert Metallica. 

Dobrego dnia!

Ps. Gdybym chciała z imienia podziękować za ciepło płynące w moim kierunku każdego dnia z różnych stron świata pewnie „stron” blogowych by zabrakło. 

Ps. 2. A te pięknie wydane książki to właśnie pamiątka po naszym florenckim spotkaniu. 

IMG20260729191842

8 komentarzy

  1. Kasiu, nasz mnóstwo przyjaciół, niektórzy- niektóre z daleka, trzymają kciuki i życzą by dobra passa nigdy nie przeminęła. Ściskam oboje!

  2. Spotkanie z Tobą było dla nas czymś wyjątkowym. Nie ma słów na Twoją wrażliwość, piękno, wiedzę. Czekamy na każdy Twój projekt. Za każdy trzymamy kciuki. Nikt pod słońcem nie prowadzi lekcji włoskiego tak jak Ty! Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE

Poprzednie wpisy

Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media