Maj do ukochania
Trudno mi znaleźć odpowiednie słowa, żeby oddać to, jak wyjątkowy był to maj. W tym roku naprawdę stanął na wysokości zadania, żeby mojej strapionej głowie podarować emocje jak z bajki, spełnione marzenia, dziką satysfakcję i jeszcze wiele więcej. Znów musiałabym uderzyć w górnolotne tony, co tym samym niektórych mogłoby przyprawić o mdłości, żeby móc to wszystko opisać tak, jak należy. Jeśli odłożyłabym na bok największą życiową troskę, to mogłabym powiedzieć, że był to miesiąc cud malina, miesiąc jak cały koszyk czereśni…
OTO jak się maj zapisał w kilku migawkach.
Czerwiec wchodzi na scenę
Tymczasem na scenę wszedł już czerwiec. Mój ukochany miesiąc, który w tym roku zapowiada się szczególnie intensywnie. Znów będę tłumaczyć małżeńską przysięgę, znów będę rozwijać czerwony dywan dla Mamy i Świty, Bobas stanie przed swoim egzaminem maturalnym, we Florencji wystrzelą ognie świętego Jana, ja nastawię magiczną wodę, nazrywam kwiatów, dojrzeją pierwsze pomidory w ogródku, zakwitną lipy, a lato nabierze rozpędu, rumieńców, eksploduje gorącem i zaprosi do pierwszej rzecznej kąpieli…
Może w tym wszystkim uda się jakieś wojażowanie, może jakiś krótki trekking, może uda się zaklepać noclegi do kolejnych długich cammini i przede wszystkim mam nadzieję, że nadal będzie pięknie. Mimo wszystko!
Za nami długi weekend, który miał przynieść trochę wytchnienia i wolnego czasu, ale różnie się z tym podziało. Na pewno zabrakło wolnego czasu, czasu na pisanie, mojego czasu. Nic nowego.
Dobrej nocy.



Jeden komentarz
Życzę, by wszystko poszło „jak po maśle”
Pozdrawiam serdecznie
Dobrego dnia 😘😘🥰