Nieprzerwany gorąc
To, że ja powiem: „takiego lata tutaj nie pamiętam jak żyję” nic jeszcze nie znaczy, bo to przecież dopiero 14 rok się zaczął, ale kiedy takie słowa padają z ust najstarszych marradyjczyków, to jednak coś już to znaczy.
W Marradi od zawsze mówi się, że tutaj nawet w sierpniu o pewnej porze trzeba mieć coś na ramionach, a kiedy po Ferragosto przyjdzie pierwszy deszcz czy burza, to też jasnym jest, że upalne lato przeminęło.
Powinnam jednak napisać „mówiło się”, a nie „mówi”, bo w tym roku te stwierdzenia zdezaktualizowały się koncertowo.
Od połowy czerwca trwa u nas nieprzerwanie upał. Noce „na sweterek” w tym czasie były dosłownie 2, w tym jedna to La Notte delle Streghe. Poza tym dzień w dzień, noc w noc mamy gorąc. Dziś na przykład o 5.00 rano termometry pokazywały 26 stopni, a przecież to już schyłek sierpnia. O ile jest to normą we Florencji czy Bolonii, to u nas już nie. Jesteśmy w otulinie lasów, nad rzeką, na wysokości 300 m n.p.m.
Ostatni sierpniowy weekend
To już ostatni w tym roku weekend sierpnia i Marradi z przytupem podsumowuje lato. Przed nami tematyczne kolacje, imprezy tańczone i w końcu MAF – Marradi Art Festival. Impreza, która narodziła się w zeszłym roku i już przy pierwszej edycji odniosła wielki sukces.
My dodatkowo do naszego planu wpisaliśmy jeszcze jedną festy na nizinie Romanii i tylko mam nadzieję, że na wszystko wystarczy nam czasu.
Nasz imprezowy weekend zaczął się już wczoraj (choć jeszcze dziś do południa obydwoje pracujemy) – zaczął się „apericeną”, czyli skrzyżowaniem aperitivo i kolacji przy starym, kamiennym domu. Dom wyjątkowy i to wyjątkowy z wielu powodów. Takie miejsca niezmiennie wybudzają ze snu moje wielkie marzenie…
– Wiesz jakie to było dla mnie miłe? – zapytałam, kiedy przy pełni księżyca Gianly turlał się polno górską drogą.
– Dla mnie też…
– Byłam naprawdę dumna, słysząc jak wychwalają twoją pracę i widzieć efekt tej pracy na własne oczy.
To On ten kilkusetletni kamienny dom przywrócił do życia.
Poza tym zaczynamy już powoli żyć naszym wspólnym marszem. Rzeczy do plecaka leżą przygotowane, będziemy się im teraz przyglądać przez najbliższe dni i oceniać, czy jest wszystko. Ostatecznie postanowiliśmy wyruszyć w czwartek późnym rankiem, żeby dotrzeć do celu o ludzkiej porze i mieć czas na odpoczynek przed 60 kilometrami, które mamy pokonać pieszo.
PIęknego siepniowego schyłkowania.


