Drzewko zagadka
Ileż ja się nagłowiłam, żeby rozszyfrować jak one się nazywają. Nie znałam, a może zwyczajnie jeszcze wtedy nie było wszystkich tych aplikacji, przy pomocy których człowiek rozwiąże każdą enigmę świata. Małe drzewka rosnące często wzdłuż ulic w centrach miasteczek, bardzo dekoracyjne i w środku lata kwitnące na różowo. W Marradi oczywiście też są – lagerstroemia.
Mam do nich wielki sentyment, bo jak już nie raz wspominałam, umilały mi drogę, kiedy po raz pierwszy prowadziłam dzieci do szkoły. I tak mi się też zakodowały – że to już schyłek lata, koniec wakacji. Nie wiem, czy wtedy lato było inne, w każdym razie teraz kwitną zdecydowanie wcześniej, ale niezależnie od pory miło się kojarzą. Miło oczywiście nie dlatego, że lato wtedy się kończyło, tylko dlatego, że to był początek mojej zwykłej toskańskiej codzienności, już nie tylko wakacyjnej.
Myślę, że to ten gorąc wszystko przyspiesza. W Marradi zwykło się mawiać, że nawet w sierpniu o pewnej godzinie przydaje się mieć coś do narzucenia na ramiona. W Marradi do tej pory nie montowało się klimatyzacji, bo mieliśmy klimatyzację naturalną – otulina wzgórz, zieleni i rzeki oraz położenie 300 m n.p.m. dawało zawsze wytchnienie od upałów.
W tym roku jednak temperatury przechodzą ludzkie pojęcie. Wczoraj o 22.30 temperatura na zewnątrz 31 stopni, temperatura w domu 30.7… Człowiek wychodzi spod prysznica i za dwie minuty ma ochotę znów pod prysznic wrócić.
Początek przyszłego tygodnia ma przynieść odrobinę oddechu, ale już pod koniec wszystko wraca do upalnej normy.
FAQ
W komentarzach i prywatnych wiadomościach pojawiają się podobne pytania więc pomyślałam, że w jednym wpisie na nie odpowiem.
Marynowana szalotka w oleju jest pyszna – je się ją tak, jak i inne marynaty, jak kto lubi i z czym lubi.
W Kuchni w Kamiennym domu pojawią się nowe przepisy – nagromadziłam ich mnóstwo, bo dużo razem gotujemy, ale muszę na wszystko znaleźć czas.
Toskania z plecakiem ukaże się w formie e-booka i mam nadzieję, że nastąpi to wkrótce.
Kto w ostatnich wpisach tu czy na Instragramie wypatrzył bardzo uważnym okiem moją Drugą Parę Hoka – dla tego brawa, ale myślę, że jeszcze minie dużo czasu zanim pojawią się zdjęcia en face czy nasze głupawe selfie w duecie. Myślę, że nie ma takiej potrzeby.
O książce Dom z Kamienia i o możliwości publikacji jej samodzielnie pisałam już wiele razy, więc nie wiem czy jest sens się powtarzać – taka książka będzie, kiedy będę miała środki na jej wydanie i zastęp czytelników, którzy pomogą mi rozesłać o niej wici w świat – bo jedno to książkę napisać, a drugie sprzedać, żeby nie zostać bankrutem.
Dzieci mają się dobrze…
Lucy szykuje się do kolejnych egzaminów, które niestety musiała odłożyć w zeszłym roku na później z racji głębokiej depresji. Wypatruje też niecierpliwie przyjazdu swojej amerykańskiej przyjaciółki i w każdej wolnej chwili planuje jej pobyt. Niestety dalej bez pracy, więc łatwo nie jest.
Mikołaj pracuje bardzo dużo, ale w tej pracy jest szczęśliwy. Ma swoje marzenia, swoją Caterinę, swoje plany. W tej chwili waha się czy zostać stolarzem czy murarzem, w obecnym miejscu może probować obydwu tych zawodów. Z listy skreślił natomiast rolnika.
Ja ponadto przedstawiłam wydawnictwu mój nowy pomysł na książkę, który muszę jeszcze dopracować, a w międzyczasie – jak poprosił wydawca powinnam zając się promowaniem ostatniej książki, które wychodzi mi jak zawsze…
Dobrej soboty!


