Dziwnie
Kiedy ciemnym jeszcze świtem otworzyłam oczy, pierwszą myślą znów była Via degli Dei. Nie czytałam nigdy Tolkiena, ale z dzieciakami nie raz oglądałam film i zdaje się, że to Frodo powiedział na koniec historii: Jak podjąć przerwane wątki dawnego życia? Jak dalej istnieć, kiedy w głębi serca, zaczynasz rozumieć, że powrót jest niemożliwy…
„Dziwnie, nie?” – wieczorem wyświetliła się wiadomość od Basi.
„Strasznie dziwnie…” – odpowiedziałam.
Myślę o tej podróży i myślę… Chciałam nawet stworzyć zbiór moich ulubionych momentów, ale kiedy zaczęłam analizować naszą wyprawę, okazało się, że było ich tyle, że praktycznie cała wędrówka była jednym ulubionym momentem…
Śniadanie w barze La Linea w Bolonii, dotarcie do Palazzo de’ Rossi, kolacja w trattorii Adone, kiedy śmiałyśmy się jak opętane. Poranek na Monte Adone i rozstępujące się mgły, żeby pokazać nam zachwycający świat dookoła. Dotarcie w bólach do Monzuno i piknik w centrum miasta – znów śmiałyśmy się jak wariatki. Zachwycająca panorama na Gazzaro i znów śmiech, bo nie dawałam rady w 10 sekund (tyle najwięcej czasu dawał samowyzwalacz) wdrapać się do Basi, żeby zapozować do wspólnego zdjęcia, a im bardziej się śmiałam, tym było trudniej.
Każdy moment, kiedy Basia wyciągała swoje żelki przetrwania, albo rozpuszczała elektrolity i komentowała różowy musujący płyn, że to prawie jak prosecco. Moment, kiedy chrupałyśmy jeszcze ciepłe ciasteczka cynamonowe, którymi poczęstowała nas Pani w Trebbio.
Spotkanie przemiłych motocyklistów na szlaku, którzy wyłączyli silniki, żeby przy nas nie brzęczeć i zamienili dwa słowa, a po tym, jak powiedziałam, że jestem z Marradi skomentowali: eeee to ty w domu jesteś!
Obiad w Fiesole… Zapytałyśmy pana od przedostatniej pieczątki, jakie miejsce poleca na obiad, żeby uciec od turystów, a ten polecił nam Casa del Popolo i zjadłyśmy tam najlepszy makaron na całej trasie i to jeszcze za grosze. Była to wisienka na torcie kulinarnych doznań, więc postanowiłyśmy wrócić do niego, żeby mu podziękować, czym starszy Pan był szczerze wzruszony.
Moment, kiedy pierwszy raz wyłoniła się przed nami Florencja, jak i moment, kiedy ostatni raz zamajaczyło nam w oddali Sanktuarium Madonna di San Luca.
Pozdrowienia mieszkańców dzielnicy Le Cure, kiedy wchodziłyśmy do Florencji i potem całe przejście do Palazzo Vecchio po ostatnią pieczątkę.
Nie, naprawdę nie da się zrobić takiego spisu… Wszystko było ulubionym momentem. Każda jedna maleńka chwilka, każdą jedną pamiętam doskonale, bo była przeżywana głęboko i intensywnie.
***
– Jemy za mało owoców – oceniła Basia, kiedy wyszłyśmy po śniadaniu z baru w San Piero a Sieve.
– Jemy twoje żelki, wczoraj na cieście w Sant’Agata było kilka truskawek i truskawki od Pana w lesie… A w ogóle wino to chyba również owoce?
– To my jednak jemy bardzo dużo owoców – oceniła po chwili Basia.
Wieczór w młodzieżowym gronie
Sobotnią urodzinową kolację przygotowało w większości Bolońskie Dziecko. Mój wkład był mizerny. Przygotowałam ziemniaki do pieczenia i zrobiłam crostini, ale już z tortem, czyli ulubionym sernikiem Mikołaja oraz pollo arrosto zostałam wyręczona.
Do stołu w Kuchni Domu z Kamienia zasiadło tym razem młodzieżowe grono najbliższych przyjaciół Mikołaja.
To był cudowny powiew młodości! Uwielbiam znajomych Mikołaja i wiem że to „uwielbianie” jest obustronne. Uwielbiam też to, że dla tych młodych ludzi jestem Kasią, a nie żadną panią.
Kiedyś biegałam za nimi z aparatem, kiedy grali w piłkę, kiedy występowali w szkolnych spektaklach, a teraz siedzimy sobie razem, rozmawiamy na różne tematy, pijemy wino i zaśmiewamy szczerze.
Bardzo to był udany wieczór.
Nastała kolejna majowa niedziela. Za tydzień o tej porze znów będę w drodze, znów zarzucę plecak i włożę moje ukochane buty, żeby powędrować szlakiem. Nie będzie to szlak kompletny, więc nieco inne emocje, ale na samą myśl o wędrowaniu robi mi się ciepło na duszy. A na kolejną wyprawę z Basią już mam dwa pomysły…
Nawiasem mówiąc jeśli chodzi o podróżowanie to prawie cały ten tydzień będę wojażować i spotykać się z ludźmi. Już się na te spotkania cieszę!
PIęknej niedzieli!



7 komentarzy
I to też się spełni Kasiu. Pozdrawiam. Hanka
Dziękuję <3 Staram się w to wierzyć:)
Niech się spełni!!!Pozdrawiam .Aneta.
Dziękuję <3
i tego śmiechu najbardziej Wam zazdroszczę.Pozdrawiam.
Taki śmiech to jak terapia <3
Trzymam kciuki za to marzenie…
Dobrego dnia :):):):):):):):):):):)