Powrót nad rzekę
Zimną pastę przygotowaliśmy sobie już dzień wcześniej, zabraliśmy ze sobą też pokrojonego w kostkę arbuza i tak wyposażeni w niedzielny ranek wróciliśmy w to samo miejsce, które koiło nas w sobotnie popołudnie.
Byliśmy przekonani, że tym razem nie będziemy mieć tyle szczęścia i na pewno cały odcinek rzeki nie będzie już tylko dla nas. W letnie, zwłaszcza tak upalne niedziele Lamone i sąsiednie rzeki przeżywają prawdziwe najazdy poszukujących odrobiny chłodu. Ikoniczne miejsca jak Valbura czy Frera (obydwa opisane w Nieznane Toskania i Romagna. Gdzie Dante mówi dobranoc) stają się tak oblegane, że czasem trudno znaleźć wolny kamień na rozłożenie swojego ręcznika. Jakież więc było nasze zdziwienie, kiedy skromny placyk na jednym z zakrętów, skąd bierze początek ukryta ścieżka, był kompletnie pusty.
– Jesteśmy sami! – powiedzieliśmy jednym głosem.
Zsunęliśmy się w dół jakieś sto metrów i zaraz umościliśmy się na najwygodniejszym kamieniu.
Lamone zaczarowana
– Która jest godzina?
– Prawie 17.00.
– Nigdy nie spędziłem tyle czasu nad rzeką…
– Ani ja…
Przez cały dzień na zmianę kąpaliśmy się, przysypialiśmy, rozmawialiśmy i oczywiście jedliśmy. Przysypiania było chyba najwięcej, ale nie zabrakło też ruchu. Zdecydowaliśmy zgłębić odcinek rzeki aż do Poggiol Termini, do płaskiego pionowego głazu, który jakaś nieznana siła cisnęła do rzeki i ustawiła na sztorc.
Przeszliśmy w sumie dwa kilometry – co może wydawać się niczym, ale wędrowanie w wodzie po kamieniach ma jednak zupełnie inny przelicznik. Postanowiliśmy, że następnym razem zbadamy górę rzeki.
Rzeka Lamone od Biforco w stronę przełęczy Colla, gdzie bierze początek jest niezwykle malownicza i zmienia się za każdym zakrętem. Są płycizny i miejsca, gdzie koryto się rozszerza, są mini wąwozy, kaskady i naturalne niecki, w których kąpiel w takie dni, jak teraz, jest doskonałym wytchnieniem od upałów. Woda jest krystalicznie czysta, pełna raków i pstrągów… Pełna szumu, szmeru, które latem zagłusza jedynie grzechotanie cykad…
Lamone to magia.
Dobrego dnia!



4 komentarze
Lamone lamone dzieci jak wejdą to nie wyciągniesz 🙂
Prawda? :)))
Och! Mieć taką rzekę za płotem! Marzenie. W dzieciństwie Wisłok był przynajmniej czysty, a teraz – makabra. No znowu zazdroszczę!
Tak, to zdecydowanie jeden z moich „luksusów” <3