Karuzela na przyspieszonych obrotach
– Wiesz co sobie pomyślałam? Że to wszystko, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach, a wydarzyło się tyle, że ciężko to objąć rozumem, to jak kumulacja zdarzeń, które ludzie przeżywają latami, a ponieważ my znaleźliśmy się tak późno, więc teraz przeżywamy to wszystko trochę na przyspieszonych obrotach.
– To prawda… – zamyślił się – masz ochotę na aperitivo?
– Aperitivo zawsze, zwłaszcza dziś.
Był środek tygodnia, środek zwykłego dnia, a my siedzieliśmy w raweńskim barze i trzymaliśmy się za ręce.
„Jak dobrze kogoś w życiu mieć…” pomyślałam – „mieć tak naprawdę”.
– Zjemy tutaj, czy chcesz wrócić do domu na obiad?
– Zjedzmy tutaj. Skoro już żadne z nas nie wraca dziś do pracy, to przynajmniej podarujmy sobie odrobinę relaksu. Chcesz spróbować najlepszej w Ravennie piadiny?
– Ja piadinę to zawsze chętnie!
Zapach piadiny - Profumo di Piadina
Moja ulubiona w całej Ravennie piadineria znajdowała się około 100 m od baru – Profumo di Piadina. Laboratorio del palato. Ledwie skończyliśmy nasze aperitivo niebem szarpnął stłumiony pomruk. Chwilę potem zaczęło nieśmiało kropić.
Złapaliśmy numerek do kolejki, zanim jeszcze wybraliśmy wersję piadiny i schowaliśmy się pod dach.
Właścicielka z uśmiechem przyjęła nasze zamówienie i chwilę z nami pogawędziła. Niemal za każdym razem, w jakimkolwiek miejscu jest tak, że zjednujemy sobie ludzi i wciąż niezmiennie nas to zadziwia.
W „Laboratorio del palato” piadina sprzedawana jest z okienka. Przed lokalem są może dwa stoliki, jednak trzeba pamiętać, że to przede wszystkim typowy lokalny street food. Kiedy nasza piadina była gotowa, z nieba lunęło jak z cebra, a my staliśmy po drugiej stronie uliczki pod zadaszeniem w wejściu do eleganckiego sklepu.
– 21! – krzyknęła dziewczyna i zaraz widząc nas schowanych ruszyła w naszą stronę.
– Zmokniesz! Poczekaj! – chciał ją zatrzymać, ale dziewczyna niezrażona deszczem postanowiła wypełnić swoją misję dostarczenia nam piadiny do końca.
– Zaraz przyniosę wam piwo – dodała podając nam nasze zamówienie.
– Piwo to już ja sam wezmę!
– Mamy w laboratorio chyba ze 100 stopni, więc i tak zaraz wyschnę – zażartowała dziewczyna.
Chwilę potem Moja Druga Para Hoka wróciła z dwoma ichnusami.
– Smakuje ci? – zapytałam po pierwszych kęsach.
– Świetna! Musimy znów tu przyjechać. O wiem! Będziemy przecież za dwa tygodnie, więc z chęcią spróbuję wtedy innego smaku.
Nim dojechaliśmy do domu zatrzymaliśmy się jeszcze w Decathlonie, żeby kupić kolejny gadżet, z którego skorzystamy – jak On sam powiedział – pewnie dwa razy w roku – czyli małą lornetkę. Teraz to przede wszystkim na użytek naszej najbliższej podróży, która już za 9 dni!
Pięknego środka tygodnia!
Ps. Bardzo cichutko przypomnę Wam o tym, że jeśli lubicie śledzić dzieje Domu z Kamienia, będzie mi bardzo miło jeśli co jakiś czas będziecie pamiętać o wirtualnej kawie. To dla mnie wielka pomoc.



6 komentarzy
Jak miło się czyta Wasza historia. Cieszę się Twoim szczęściem Kasiu.
Dziękuję <3
I ja sie cieszę . Ogromnie !!
Dziękuję <3
Uwielbiam piadinę, szkoda że nie można tu przesłać…
Wysłałabym Ci bardzo chętnie <3