Psim swędem
– A to? Tu jeszcze nie byliśmy!
– To dom Dino Campana! Też jest dziś otwarty!
Siedzieliśmy na tętniącym festiwalem placu. On kończył swojego burgera, razem dopijaliśmy piwo, kiedy chwilę później zatrzymał się przy nas Jego brat. Wymieniliśmy rozemocjonowane wrażenia po tym, co już widzieliśmy i zaraz razem ruszyliśmy w kierunku charakterystycznego zwężenia dróg, przy których stoi dom „naszego” poety.
Już kilka kroków dalej spotkaliśmy znajomą i przy okazji współorganizatorkę wydarzenia.
– A wy gdzie?
– Do domu Dino Campana.
– A to już za późno! Chyba ostatnia tura ruszyła, to trzeba było rezerwować. Ale może biegnijcie i powiedzcie, że ja was przysyłam.
– Grazie! Grazie!
Ruszyliśmy świńskim truchtem w kierunku Casa di Dino Campana, po drodze w przelocie pozdrowiliśmy kuzyna moich dwóch towarzyszy i chwilę później dopadliśmy do drzwi… zamkniętych na głucho.
– No szkoda…
– Wielka szkoda.
– A może zapytajmy jeszcze Waltera (kuzyna przy fontannie), on pewnie coś wie.
Trop był dobry. Kuzyn nie tylko COŚ wiedział, ale sam po Domu grupy oprowadzał i właśnie czekał na ostatnią z nich.
Udało się! Wkręciliśmy się w ostatniej chwili, na ładne oczy, nadprogramowi, bez listy rezerwowych, psim swędem!
Dino Campana i na chwilę Dom Otwarty
Dom Dino Campana od dawna wzbudzał emocje. To jedno z tych miejsc, które marradyjczycy znają z zewnątrz, ale wnętrze pozostaje tajemnicą. W ostatnim czasie dużo się mówi o naszym lokalnym poecie i wielu wolontariuszy – badaczy, pracuje nad tym, by rozsławić jego imię, a z jego domu uczynić prawdziwe państwowe muzeum.
Dino Campana, zwany poetą wyklętym, jest dziś podobno jednym z najchętniej wybieranych tematów prac dyplomowych studentów włoskich wydziałów literatury. Jego Pieśni Orfickie w Marradi przynajmniej wyrywkowo znamy na pamięć, tak jak i wiele faktów z jego życia.
Tak naprawdę Casa di Dino Campana, nie jest jego domem urodzenia, ten został zburzony w czasie wojny i dziś mniej więcej w tym miejscu jest fontanna, przy której siedział Walter. Tak czy inaczej poeta zamieszkał tu wraz z rodziną, kiedy miał trzy lata, a zatem tutaj właśnie dorósł, tu uformował się jako poeta i tu walczył z różnymi demonami, które nękały jego biedną głowę.
Dziś budynek wymaga gruntownego i to szybkiego remontu. Do tego, co zrobił czas, przyłożyło również rękę ostatnie trzęsienie ziemi.
Zwiedziliśmy każdą jedną izbę, weszliśmy na strych, przyjrzeliśmy się kołysce poety, maleńkiemu schowkowi, który był jego schronieniem, obejrzeliśmy lampy, szafy, walizki, dziedziniec, stary kominek, kamienny zlew, loggiato, pod którym pijano herbatę, a ja i On cichutko wściubiliśmy nos nawet do cantiny.
Po niedzieli pełnej odkrywania nieznanych zakątków Marradi, dom Dino Campana był jak wisienka na torcie. Mam nadzieję, że znajdą się fundusze, żeby z tego miejsca uczynić kolejną atrakcję Marradi, otwartą dla wszystkich, nie tylko na specjalne okazje.
Na koniec dziś dla znających dobrze język włoski, jedna z piękniejszych poezji Dino:
La sera fumosa d’estate
Dall’alta invetriata mesce chiarori nell’ombra
E mi lascia nel cuore un suggello ardente.
Ma chi ha (sul terrazzo sul fiume si accende una lampada) chi ha
A la Madonnina del Ponte chi è chi è che ha acceso la lampada? – c’è
Nella stanza un odor di putredine: c’è
Nella stanza una piaga rossa languente.
Le stelle sono bottoni di madreperla e la sera si veste di velluto:
E tremola la sera fatua: è fatua la sera e tremola ma c’è,
Nel cuore della sera c’è
Sempre una piaga rossa languente
(Dino Campana, L’Invetriata)
Jutro wpadnę tu tylko na chwilę, żeby się na kilka dni pożegnać, bo jutro najważniejszą kwestią będzie pewnie dobrze spakowany plecak. Moje głowa jest już w cammino…
Dobrej reszty dnia!



7 komentarzy
Bardzo smutny widok tego domu, może i lepiej, że jest zamknięty.
Och właśnie szkoda! Mam nadzieję, że uda się zdobyć fundusze i ocalić go od zawalenia się i zapomnienia.
Zaczynam rozumieć, dlaczego wiele miejsc nie jest otwartych dla turystów. Tutaj patrząc po zdjęciach byłbym rozczarowany. Dla mnie to taka ruina do remontu.
A może warto czasami uruchomić wyobraźnię? I docenić, że dane miejsce nie zostało przerobione tylko po to, aby nam było łatwiej? I że zostało takie, jakie było, po to, abśmy my, przyzwyczajeni do tego, że wszystko dostajemy na tacy, w końcu się wysili??? Czy naprawdę, w miejscu, gdzie urodził się wielki Poeta, akurat w takich czasach a nie innych, musimy mieć scenografię, która będzie odpowiadać naszym współczesnym gustom? Żal…
Zupełnie nie rozumiem komentarza… Żal, że ludzie chcą uratować od zawalenia się budynek, w którym dorastał poeta i zachować go właśnie jako muzeum? O jakim przerobieniu mówimy? O jakim dostawaniu na tacy? Naprawdę nie rozumiem.
Szczerze. Na początku myślałem że chodzi o palazzo na przeciwko sigmy :))))))))))))
Ten mam nadzieję wkrótce zwiedzić indywidualnie:)