18 września, 2026

O tym, jak nas życie ustawia do pionu

Dziś opowiadam o tym ku przestrodze - dbajcie o skórę, uważajcie na słońce i kontrolujcie się! Myślałam, że rak skóry to tylko czarny, nieregularny pieprzyk, tymczasem okazuje się, że niekoniecznie. 

Co znajdziesz w tym artykule?

Pierwsze tsunami

Zaczęło się w środku wiosny, kiedy wszystko już pięknie rozkwitło, Apeniny tonęły w soczystej zieleni, a my cieszyliśmy się wojażowaniem niemal w każdy weekend. Wtedy zapalił się pierwszy red flag. Zdrowotny drobiazg nagle przemienił się w potwora. Zdążyliśmy ledwie wrócić z Abruzzo, kiedy po kolejnej wizycie nasz świat zachwiał się w posadach po diagnozie, która natychmiast przywołała w  mojej głowie wspomnienia z lutego 2022. Tym razem było jednak gorzej, bo od lęku o własne życie o wiele gorszy jest lęk o życie ukochanej osoby. Wyklinałam w duchu los, że tak sobie ze mnie zakpił…

Na szczęście jednak szybko okazało się – że cały strach i stres były niepotrzebne. Domniemane wielkie coś okazało się niewinnym drobiazgiem. Znów zaczęliśmy oddychać. 

Kasia Dom z Kamienia, rak skóry

Drugie tsunami

Nasze spokojne oddychanie trwało dosłownie dwa dni…

Mniej więcej rok temu pod moim okiem coś wykwitło, potem to coś się podwoiło, ale ja konsekwentnie ze spokojem buddyjskiego mnicha to COŚ nauczyłam się ignorować. Wiosną to coś lekko zaczęło niepokoić i pomyslałam, że teraz, kiedy moje życie nabrało tyle rumieńców, trzeba zrobić z tym porządek. Niespodziewanie jednak zaczęło przewalać się przez nasze życie opisane wyżej pierwsze tsunami, a zatem moje coś zepchnęłam na drugi plan. 

W czasie wakacji w Abruzzo, to coś zaczęło krwawić i wtedy nie miałam już złudzeń, wiedziałam, że COŚ jest sprawą poważniejszą. 

I tak właśnie dwa dni po tym, jak zaczęliśmy spokojnie oddychać, wyszłam z gabinetu dermatologicznego z diagnozą: rak skóry.

Mimo zapewnień lekarza, że nie mam się czym za bardzo martwić, bo to trzeba usunąć i będzie wszystko dobrze, że to najbardziej popularny rodzaj nowotworu skóry, trudno ten spokój było zachować. Dla równowagi pognałam do drugiego dermatologa, który diagnozę oczywiście potwierdził.

Rzeczywiście to nowotwór, na który raczej się nie umiera i choć jest złośliwy raczej nie daje przerzutów. Jednak nie mogłam już o niczym innym myśleć.

– Jesteś bardzo młoda, jak na ten typ nowotworu – powiedziała druga dermatolog – widać, że kochasz słońce, ale mimo ciemnej karnacji masz jasne oczy, a takie osoby są zawsze narażone na większe ryzyko. Bardzo możliwe też, że masz taką skłonność, więc od tego momentu ostrożnie z opalaniem, a na twarz maksymalna ochrona. To co jest usuńmy jednak jak najszybciej. Nie wiemy co się z tego zrobi za kolejny miesiąc.

Obydwoje lekarzy poleciło chirurga od medycyny estetycznej – to w końcu twarz – zwracali uwagę. Na moje szczęście jeden z największych specjalistów w kraju działa w oddalonej od nas o 70 km Ravennie. Nie tylko doskonały specjalista, ale też wyjątkowy człowiek.  

Tuż przed moimi 49 urodzinami rozprawiłam się z COSIEM. Oto dlaczego przez pewien czas mało było moich zdjęć, a jeśli już, to tylko z daleka lub w okularach. Nikt poza Nim i moimi dziećmi o niczym nie wiedział.  Nie chciałam siać niepotrzebnego strachu. 

Dopiero po zabiegu tylko uczniowie, z którymi jestem w większej zażyłości, widząc plastry pod okiem pytali – co ci się stało? Wykopyrtnęłaś się na szlaku? 

Dziś opowiadam o tym ku przestrodze – dbajcie o skórę, uważajcie na słońce i kontrolujcie się! Myślałam, że rak skóry to tylko czarny nieregularny pieprzyk, tymczasem okazuje się, że niekoniecznie. 

Tuż przed moimi urodzinami i wyjazdem w Dolomity przyszły wyniki badania histopatologicznego. Wszystko było w porządku. 

Po tych dwóch zawirowaniach miałam wrażenie, że to, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach to kolejna próba dla nas. Zdaliśmy ją chyba na medal. Tak czy inaczej teraz chciałabym już odrobinę spokoju. Niech jesień przyniesie wyciszenie, czułości i kolejne już spokojne wojażowania.

PIĘKNEGO WEEKENDU! 

Ps. Ach! Zapomniałam – zerknijcie do KUCHNI w KAMIENNYM DOMU!

3 komentarze

  1. Super, że wszystko minęło i dobrze się skończyło. Trzymam kciuki za kolejne wyprawy i książki. Życzę aby każdy dzień był piękny i szczęśliwy. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE
Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media