15 osób przy stole
O tym, żeby do San Michele zabrać najbliższych marzyłam już dawno. Chyba jeszcze w lutym, kiedy sama z moją Drugą Parą Hoka trafiłam w te przedziwne progi po raz pierwszy.
Położona na wzgórzach pomiędzy Fognano i Brisighellą z bajecznym widokiem na część niziny Romanii agroturystyka San Michele, to miejsce w którym pracuje Mikołaj. Już od pierwszych tygodni nie mógł nachwalić się kuchni swojego szefa i „gnębił” nas, żebyśmy koniecznie na kolację tam zawitać.
O tym, że Mikołaj nie przesadzał ani trochę wiedzieliśmy już w chwili, kiedy na stół wjechały przystawki. Tamtego zimowego wieczora właściciele zachęcali nas, żeby koniecznie zawitać do nich latem, bo zimą jest pięknie i przedziwnie we wnętrzach dekonsekrowanej świątyni, ale to latem widać prawdziwy splendor tego miejsca.
I tak oto 11 sierpnia wraz z Mamą, Świtą, Przyjaciółmi i ich Mamą zawitaliśmy do San Michele. Zasiadło nas do stołu w sumie 15 osób.
Doskonałość
Nie wiem jak dla innych, ale dla mnie był to jeden z najbardziej wyjątkowych wieczorów tego lata. Wyjątkowe było wszystko: 15 osób przy jednym stole niemal jak na starym, włoskim filmie, przystawki (wędliny, sery, konfitury, marynaty, pasty (passatelli, cappelletti, gnocchetti), chleb, piadina, wino, semifreddo, widok na Imolę w oddali , ciepły wiatr, dwa, a nawet trzy języki, śmiech, wspomnienia, nowe relacje, porozumienie dusz. Coś wspaniałego!
Tymczasem sierpień zbliża się do półmetka i na starcie staje Ferragosto!
Plan na piknik już jest, choć pewnie jutro nawet w naszej dziczy walka o miejsce nad rzeką będzie zacięta.
I ponieważ jutro to już ostatni w tym sezonie dzień z Mamą i Świtą, więc do pisania wrócę w poniedziałek, kiedy to zacznie się kolejny wariacki tydzień.
Buon Ferragosto!!!


