11 sierpnia, 2025

San Lorenzo i dwa słowa o kawie

Nasz lokalny turniej regionów każdego roku wzbudzał mnóstwo emocji i kolorował jeszcze bardziej marradyjskie lato. Wielka szkoda, że po pandemii już nie wrócił do letniego kalendarium. Finał rozgrywek zawsze odbywał się właśnie w wieczór San Lorenzo, który jest patronem Marradi. 

Co znajdziesz w tym artykule?

San Lorenzo

– Piękny zawsze był wieczór San Lorenzo i finał Graticoli! – wspominałyśmy siedząc przed barem o północy, gdzie zatrzymałyśmy się na kieliszek prosecco po koncercie na placu.

Graticola d’oro, czyli zloty ruszt pozostał w rękach Biforco. Byliśmy zwycięzcami trzech ostatnich edycji. Niepokonani! Ciekawa jestem czy ktoś z Czytelników tamte wydarzenia jeszcze pamięta. Jednego roku przypłaciłam zwycięstwo skręconą kostką, która odzywa się do dziś i za każdym razem, kiedy tak się dzieje, to znaczy kiedy ją przeforsuję, a u mnie jest to notoryczne, przypomina mi się tamta adrenalina.

Nasz lokalny turniej regionów każdego roku wzbudzał mnóstwo emocji i kolorował jeszcze bardziej marradyjskie lato. Wielka szkoda, że po pandemii już nie wrócił do letniego kalendarium. Finał rozgrywek zawsze odbywał się właśnie w wieczór San Lorenzo, który jest patronem Marradi. 

Wczoraj zamiast rozgrywek był koncert na placu, a dziś jak nakazuje lokalna tradycja mamy wielki jarmark świętego Wawrzyńca. 

Nasz lokalny turniej regionów każdego roku wzbudzał mnóstwo emocji i kolorował jeszcze bardziej marradyjskie lato. Wielka szkoda, że po pandemii już nie wrócił do letniego kalendarium. Finał rozgrywek zawsze odbywał się właśnie w wieczór San Lorenzo, który jest patronem Marradi. 
Nasz lokalny turniej regionów każdego roku wzbudzał mnóstwo emocji i kolorował jeszcze bardziej marradyjskie lato. Wielka szkoda, że po pandemii już nie wrócił do letniego kalendarium. Finał rozgrywek zawsze odbywał się właśnie w wieczór San Lorenzo, który jest patronem Marradi. 

O kawie raz jeszcze dwa słowa

Chciałam na chwilę wrócić do tematu kawy – znów po sugestiach wiernych Czytelników. 

O tym, że można wesprzeć Dom z Kamienia kawą, kawką, kawusią – pisałam już kilka tygodni temu. Jednak co jakiś czas Życzliwe Dusze, które w każdej mojej działalności kibicują mi całym sercem, napominają – „przypominaj się z kawą, napisz o tym co jakiś czas, zrób napis pod artykułami bardziej widoczny…” A ostatnio jedna z tych Dobrych Dusz podesłała jako inspirację artykuł innych blogerów – nawiasem mówiąc – ich blog szczerze polecam – https://zagubieniwrzymie.pl/donacja/ – i pokazała mi jak oni swoją prośbę ładnie w słowa ujęli.

Dom z Kamienia też jest działalnością niedochodową. Nie ma tu reklam, to jest czysta opowieść o życiu mniej lub bardziej zwyczajnym, o życiu toskańskim, o jego radościach, o trudach tych drobnych i tych czasem przerastających nawet największych twardzieli. Jest szczerym zapisem apenińskiej codzienności, która czasem przeplata się z opowieściami o miejscach, ludziach, trekkingach, tradycjach, języku, kuchni i sztuce. 

Utrzymanie bloga niestety kosztuje, to już nie jest żaden darmowy „bloggspot”, jak przez pierwsze lata. Napisanie artykułu, zrobienie do niego zdjeć to czas, którego wiecznie brakuje. Obok bloga piszą się książki, które oprócz czasu pochłaniają też spore (jak dla mnie) wydatki, a – tak jak już ostatnio wspomniałam – wygląda na to, że Dom z Kamienia jest wyjątkowo nieatrakcyjnym partnerem do współpracy i nie udało mi się wywalczyć nawet głupiej pary skarpetek. Niestety wydawnictwo nie dotrzymało danych obietnic, co już mnie nawet nie dziwi, aczkolwiek wciąż trochę zasmuca.

Jedynym wsparciem w mojej działalności jest dobra wola Czytelników i tak oto obok Patronite uruchomiłam BuyCoffee – odnośnik znajduje się pod każdym wpisem.

Jeśli będziecie mieli ochotę, czas, dobrą wolę i co jakiś czas zdecydujecie się „postawić” tę przysłowiowa kawę będę bardzo wdzięczna. Już dokładnie za dwa tygodnie będę Was raczyć relacjami z kolejnego marszu, potem pod koniec września z następnego i w listopadzie jeszcze jednego. Marzyłam o tym by wpisać gdzieś jeszcze jedno „zajmujące” cammino, ale tego już chyba nie udźwignę. I nie tyle samo cammino kosztuje, co moje w tym czasie niepracowanie, a że w obecnej sytuacji dźwigam wszystko sama na moich barkach, więc muszę rozsądnie mierzyć siły na zamiary… 

Zobaczymy jak to będzie. 

Tymczasem jeszcze raz wielkie dziękuję i pięknego wieczoru! Wielu spadających gwiazd, które będą przedsmakiem spełnionych życzeń. 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE
Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media