21 sierpnia, 2026

Zbawić świat

Ostatecznie pojechałyśmy do Brisighelli. W bottedze mamy Cateriny kupiłyśmy makaron świeżo dla nas zrobiony i odrobinę słodkości na wieczorną ucztę. Spacer po miasteczku udał się nadzwyczajnie - niespodziewanie wyszło słońce i towarzyszyło nam do samego obiadu. Dopiero kiedy zasiadłyśmy do stołu na zewnątrz rozszalał się armagedon, który już wcześniej w Marradi narobił trochę szkód. 

Co znajdziesz w tym artykule?

Jak na złość

Warsztatowe dziewczyny dotarły do Marradi na czas i nim nastał wieczór, siedziałyśmy razem przy wspólnym aperitivo. Potem była kolacja na placu korzystając z ostatnich już w tym roku czwartkowych mercatini, po których czekała jedna z największych atrakcji – tańce dyskotekowe, a przy konsoli ulubiony dj Rizzo. 

Ledwie jednak dojadłyśmy makaron i na deser słodkie kasztanowe tortelli dopatrzyłam się na stronie kolei państwowych, że z racji zapowiadanego załamania pogody w piątek pociągi do Florencji są skasowane. A to był właśnie nasz plan na piątek – Florencja z wejściem na kopułę. 

Opadło mi wszystko, choć dziewczyny nie traciły dobrego humoru. 

Kiedy chwilę potem siedziałyśmy na wyższym placu przy skromnym digestivo czekając na rozwój tańców, niebo zaczęło groźnie mruczeć, a niedługo potem rozhulała się prawdziwa zawierucha. Dj przeprosił wszystkich w imieniu deszczu, zwinął konsolę i tym sposobem i z tańców nic nie wyszło… 

Miałam wrażenie, że ktoś gdzieś odprawia nade mną czary voodoo. Może to ta wiedźma, której duch gdzieś hula! 

Warsztaty kulinarno trekkingowe Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Warsztaty kulinarno trekkingowe Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Warsztaty kulinarno trekkingowe Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Piątek uratowany

W piątek rano po burzy mózgów rozpisałyśmy warsztatowy plan na nowo. Wywróciło się do góry nogami wszystko. Pędziłam na stację – tym razem w stronę Faenzy i przekładałam kolejno wszystkie rezerwacje. Jednocześnie dopadła mnie taka niemoc, że aż miałam ochotę się rozpłakać – no niech mnie ktoś przytuli!

Ostatecznie pojechałyśmy do Brisighelli. W bottedze mamy Cateriny kupiłyśmy makaron świeżo dla nas zrobiony i odrobinę słodkości na wieczorną ucztę. Spacer po miasteczku udał się nadzwyczajnie – niespodziewanie wyszło słońce i towarzyszyło nam do samego obiadu. Dopiero kiedy zasiadłyśmy do stołu na zewnątrz rozszalał się armagedon, który już wcześniej w Marradi narobił trochę szkód. 

Na jutro w planie trekking i wieczorne wiedźmy palenie. Mam nadzieję, że już więcej zmian planów nie będzie i że wszystko pięknie nam się dalej będzie udawało. Trudno mi poukładać sobie w głowie fakt, że pewnych rzeczy nawet ja nie przeskoczę i cudów nie zdziałam. Może czasem się po prostu za bardzo chce i wychodzi jak wychodzi… 

Dobrego weekendu!

Warsztaty kulinarno trekkingowe Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE

Poprzednie wpisy

Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media