Trekking Niepokalanej
Aż się wierzyć nie chce, że to grudzień – pomyślałam wspinając się w stronę Castellone. Dęby jeszcze w kwiecie liścia, kolorów całkiem sporo, a tu przecież za 12 dni już astronomiczna zima.
Wyrwałam się z domu między jedną lekcją, a drugą na skromny trekking – skromny, bo Castellone – umówmy się – to żaden wyczyn. Ot tyle, żeby móc powiedzieć – byłam, przeszłam, drobne przewyższenie zrobione.
Do tego wszystkiego aura rozwinęła całą paletę swoich grudniowych NIEmożliwości, więc siedzenie w domu byłoby niewybaczalnym grzechem.
Poszłam sama, bo Mikołaj wyfrunął do ukochanej, a Lucy miała już wcześniej umówioną rozmowę on-line w sprawie pracy licencjackiej ze swoim promotorem.
To „sama” było mi bardzo na rękę, bo zabrałam ze sobą notes, a że kilka dni nie tknęłam pisania, więc nazbierało się słów uwięzionych, które tylko czekały, aby spuścić je ze smyczy.
To wbrew pozorom wcale nie był weekend łatwy i przyjemny. To znaczy niby był, ale jednak okraszony został burzowym zawirowaniem, które położyło się cieniem na naszym spokoju.
Wstyd i symetria
– Kto powiesi w tym roku bałwanka?
– Ja go wieszałem w zeszłym roku. Niech teraz Lucy powiesi.
– Trzymaj – wyciągnęłam najcenniejszą z naszych bombek i kiedy Lucy wieszała ikoniczną ozdobę, dodałam – nawet jemu jest wstyd za naszą choinkę. Pewnie sobie myśli „co to za shit w tym roku?”
– A mnie się podoba! – Mikołaj odsunął się o kilka kroków, żeby złapać inną perspektywę i z uznaniem popatrzył na fejkowe drzewo – jest taka symetryczna!
– Właśnie! Za bardzo symetryczna! W prawdziwym życiu nic nie jest tak symetryczne.
– To niech sobie wyciągnie dwie gałęzie i będzie dobrze. Widzi? Na tym polega jej urok, może sobie ją skomponować jak chce…
Popatrzyłam razem z Mikołajem na naszą nową choinkę i nic już nie powiedziałam.
– A tego to ja nie lubię – skomentował, kiedy rzuciłam na gałęzie trochę anielskiego włosia.
– Nie znasz się! Teraz wygląda jak rasowa peerelowska choinka! Z pozytywów trzeba jeszcze dodać, że się nie sypie.
– Trochę coś tam z niej spadło.
– E tam! Tylko trochę plastikowych wiórków.
– Czy tak nie jest lepiej – Mikołaj jak adwokat sztucznej choinki dalej wyliczał jej zalety – potem schowamy ją do pudełka i za rok już mamy drzewo.
– Na upartego nie musimy jej nawet rozbierać. Możesz ją złożyć z ozdobami!
– Bez przesady!
W tym roku przyszły też inne zmiany. Ponieważ nadwornym duchem świąt jest u nas Mikołaj – jak na Mikołaja przystało – więc to on dyktuje nowe zasady. W tym roku z radością sprzeniewierza swoją wypłatę na podarki i jest wyjątkowo uradowany tym, że w końcu ma za co je zrobić. Zaproponował, żeby w miarę przychodzenia różnych paczek prezenty układać pod choinką już wcześniej. I tak pod naszym fejkowym drzewem leżą dwa duże prezenty jeden od Mikołaja i Cateriny, drugi od Mikołaja i Lucy. Obydwa są dla mnie… Po raz pierwszy w życiu nie mam najmniejszego pojęcia, czym zostanę obdarowana.
Podobają mi się te nowe coraz bardziej zitalianizowane zwyczaje.
Bez paniki! Pierogi z kapustą i pierniczki oczywiście będą!



6 komentarzy
No, piękna ta Wasza jesieniowa zima 🙂 albo zimowa jesień, jak zwał, tak zwał 🙂
Nie otwiera mi się fotka z tą fejkową choinką:D Kasiu, nie wstydź się, pokaż.
Miewaliśmy swego czasu naturalne drzewka, mąż z kolegą jeździli po nie do leśniczego, ale to, co przywoził to były jakieś wybryki natury, szczególnie tzw. choinka narożna, znaczy z gałęziami tylko z jednej strony. Temat choinek, to temat rzeka, z dzieciństwa pamiętam, że kupowało się drzewka na składzie węglowym. Jedna taka wyprawa utkwiła mi w pamięci, bo mój tata mnie zgubił, zsunęłam się z sanek z choinką w objęciach, nawet nie zauważył. Echhh… wspomnienia…
Ojej! My też kupowaliśmy z tatą choinki na składzie węgla. To były emocje! Najbardziej zapamiętałam grudzień , w którym choinki dla nas zabrakło… Wtedy pierwszy o ostatni raz w moim życiu była sztuczna choinka…
Wiele gatunków dębów (w tym też w Polsce) nie zrzuca suchych liści na zimę, robi to dopiero wiosną. To taka ochrona przed mrozem. Pozdrawiam, Ewa
Brawo jak nauczyć bałwanka mówić …… mać 🙂 Przecież to będą jego pierwsze i pewnie jedyne słowa
Pewnie tak 😀 😀