Odliczanie dla budzika
Jeszcze tylko miesiąc z upiornym, codziennym budzikiem… Miesiąc i krztynka. Wierzyć mi się nie chce, że Bobas już kończy liceum. Wstawania o świcie mamy obydwoje po kokardy. Od siedmiu lat z przerwami tylko na święta i wakacje zrywam się z łóżka przez sześć dni w tygodniu o piątej czy nawet przed piątą. To dlatego, że do liceum – przynajmniej w Emilii Romanii chodzi się również w soboty. Przekłada się to rzecz jasna, na krótszy dzień zajęć szkolnych, ale jednak o cały jeden dzień wydłuża się tydzień pracy.
W praktyce oznacza to życie bez weekendów, co na dłuższą metę jest naprawdę wyczerpujące. Kiedy większość ludzi jest w połowie weekendu, my dopiero go zaczynamy.
Z taką niedzielą potem nie wiadomo do końca co zrobić – siedzieć na miejscu i odpoczywać, nadrabiać obowiązki domowe czy ruszyć gdzieś w trasę?
Na szczęście jesteśmy już na finiszu takiego stylu życia. Ja oczywiście nadal będę siadać do lekcji o 7.00 i uczyć również w soboty, ale sama ja to już zupełnie co innego.
Ostatnia kwietniowa niedziela
Intensywność ostatniej kwietniowej niedzieli sięgnęła zenitu. Było układanie lekcji, bieganie od jednego apartamentu do drugiego, żeby przygotować wszystko na przyjazd Gości, którzy w niedzielny, późny wieczór dotarli do Marradi hurtowo. Był obiad i ściąganie do nas Mario, żeby pobyć razem. I w końcu było też coś dla duszy czyli trekking, aperitivo, długa rozmowa…
Cały tydzień, choć zakończony długim weekendem, rysuje się tak samo intensywnie.
W tym wszystkim radość mam wielką, bo podobno idzie do nas pierwszy anticiclone africano, a to oznacza przedsmak lata.
Na środku mojego pokoju leży góra letnich ubrań. Nie mam czasu włożyć ich do szafy… Tak będą teraz leżeć i czekać na zmiłowanie. Cud, że w tym wszystkim powiesiłam na balkonie pierwszą donicę z kwiatami. Brawa dla tej pani!
Kiedy zatrzymałam się przy kwiatach u Sandry, ta powitała mnie wylewnie i zanim przeszłyśmy do moich zakupów, uściskała mnie najcieplej jak się dało.
– Muszę cię uściskać! – powiedziała tuląc mnie do serca i głosem drżącym od wzruszenia, z mokrymi oczami dodała – dziękuję ci!
– Za co? – Byłam szczerze zaskoczona.
– Za to, co zrobiłaś, za to jaką jesteś mamą. Wielki szacunek.
– Nie mogłam zrobić nic innego.
– Ale to nie jest łatwe.
– Nic nie jest łatwe… – opowiedziałam – nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Słowa uznania na temat mojego bycia mamą usłyszałam w czasie ostatnich miesięcy wiele razy. Zawsze jest mi w takich momentach ciepło na sercu, jednak myślę sobie, że miarodajną ocenę mogą mi wystawić tylko dzieci.
Nawaliłam nie raz, wiele rzeczy zrobiłabym inaczej, ale człowiek zawsze mądry jest po fakcie. Tak czy inaczej może rzeczywiście ten najtrudniejszy życiowy egzamin ostatecznie poszedł mi całkiem dobrze?
Kluczem do wszystkiego jest szczerość, uważność, rozmowa, bliskość, czułość, żadnych tabu i stworzenie poczucia bezpieczeństwa.
***
Poniedziałek rozgrzewa już silniki, kwiecień pakuje walizki, nad doliną Lamone rozciąga się pogodne niebo. Niech to będzie dobry dzień, niech wszystko się uda, tak jak byśmy chcieli!



3 komentarze
Dzień dobry :):):):):)
Masz rację Kasiu w sprawie relacji z Dziećmi i nie tylko z nimi…
Uważność, rozmowa, słuchanie to klucze do sukcesu. Bycie rodzicem w dzisiejszych czasach jest niezwykle trudne. Kiedyś usłyszałam takie zdanie: Dzieci są jak walizka, ile włożysz, tyle wyjmiesz…
Pozdrawiam serdecznie, dobrego tygodnia dla Ciebie, Twoich bliskich, Gości i wszystkich Czytelników bloga :):):):):)
Czyli zbliża się dla Ciebie „szkolna emerytura” 😂 już widzę jak rozplanowalas te dodatkowe chwile 😜 zamiast przeznaczyć je na leniuchowanie, wiem leniuchować będziesz kiedyś tam bo w sumie to czynność nudna 😂 Dobrych przygotowań do podróży i pozdrowienia dla Mario, jak postępy w jego rehabilitacji? ❤️
Kasiu , Ty przecież jesteś Aniołem !