Wyskokowy poniedziałek na plus
Ten tydzień rozpoczął się bardzo pracowicie. Poza lekcjami, mój czas wypełniło występowanie w roli tłumacza i ogólnie pomoc w przejściu przez batalię formalności i biurokracji przy kupnie marradyjskiego lokum. Nie, to nie ja niestety jestem nabywcą. Jeszcze nie ja…
Słowo batalia ostatecznie okazało się na wyrost, bo ostatecznie to, co było zaplanowane na dwa dni działań udało się zrobić w jeden dzień i dziękuj temu złapać oddech. Maraton oczywiście trwa nadal i mam tylko nadzieję, że tak udany poniedziałek będzie dobrą wróżbą dla całego tygodnia.
W tym roku w roli tłumacza będę występować dosyć często i już cieszę się na samą myśl, bo to są wyzwania, które podarowują odskocznię od codziennej rutyny – nawet jeśli zawsze podkreślam, że ta rutyna jest mi bardzo miła.
Gonitwę w biurokracji osłodził najpierw obiad w jednym z marradyjskich przybytków, a wieczorem kolacja z Przyjaciółmi.
21 lat
Znamy się już tyle czasu… Miernikiem tej przyjaźni jest wiek najstarszych dzieci – w tym roku to równiutkie „oczko”. Wydaje się jakbym dopiero co tarabaniła się z ośmiomiesięcznym brzuchem na trzecie piętro bloku przy jednej z ulic warszawskiego Grochowa, a S. schodziła po tych samych schodach z workiem śmieci witając serdecznie nowych sąsiadów, czyli nas.
Przez ostatnie lata na blogu wiele razy pojawiały się sentymentalne wywody – że my dalej młodzi, że dzieci stare, że stół ten sam, że inny stół, że inny adres, że znów sąsiedzi itd…
Za każdym razem tak dobrze się spotkać, uściskać, tak dobrze mieć poczucie, że geografia nie jest w stanie nadwyrężyć niektórych relacji i w końcu mi osobiście tak dobrze usiąść do stołu już nakrytego, gdzie pod nos podadzą, ugoszczą zwłaszcza po tak intensywnym dniu.
Wariacki tydzień trwa jednak dalej. Mam nadzieję, że po napięciach pierwszych dni, przyjdzie relaks i więcej przyjemności. Pogoda nas rozpieszcza! Żeby tak zechciała z tym rozpieszczaniem potrwać nieco dłużej…
Powietrze pachnie teraz niemożliwie, ptaki świergoczą w niebogłosy zagłuszając myśli. Zieleń maluje puchate Apeniny, a kwietniowy ciepły wiatr osusza świeżo pranie…
Myślę sobie nad tymi wszystkim aktami, podpisami, numerami… Patrzę na biforkowe domy i zastanawiam się czy kiedyś któryś będzie naprawdę nasz <3
Dobrego dnia!



3 komentarze
Będzie . Oczywiście ,że będzie !!
Trzymam kciuki, by stało się to jak najszybciej….
Dobrego dnia :):):)
Znając już Ciebie trochę to ten Twój własny dom jest coraz bliżej.