Trofeo Marzocco - turniej sbandieratori
Wczoraj na Piazza della Signoria we Florencji odbył się trzydziesty drugi turniej Marzzocco, organizowany przez grupę Bandierai degli Uffizi.
Jest to tradycyjna konkurencja, w której rywalizują grupy najlepszych sbandieratori z całej Italii. Wszystko oczywiście okraszone jest oprawą kolorowego Corteo Storico Florencji.
Nim przyjechałam do Włoch, takie sceny oglądałam tylko na filmach i były one dla mnie kwintesencją włoskości – bardziej niż dolce far niente, aperitivo czy zapach pizzy…
Kiedy wczoraj udało mi się najpierw przywitać ze znajomymi w kolorowych kapeluszach i aksamitnych wdziankach, a potem dopchać do barierki, żeby złapać kilka przyzwoitych kadrów, byłam szczerze wzruszona. Z wiekiem wzruszam się z coraz większą łatwością.
Stałam jak urzeczona, patrzyłam na fruwające pod niebo flagi i myślałam sobie, jakie to wszystko było wspaniałe…
Uwielbiam to miasto, wzruszam się tym miastem, rozkochuję, upajam się nim, sycę, emocjonuję, trochę nawet puszę… bo to przecież moje miasto!
Nie urodziłam się tu, mieszkam ciut dalej, ale to naprawdę moje miasto – najbardziej moje ze wszystkich miast świata.
Towarzysko, rozczulająco...
Wspaniałej scenie przed Palazzo Vecchio przyglądał się Biancone, przyglądała się masa turystów ze wszystkich stron świata, przyglądałam się ja…
„Odwróć się” – wyświetliła mi się wiadomość na telefonie.
Odwróciłam się posłusznie i zaraz przywitał mnie ciepły uśmiech.
Poza wędrowaniem po Florencji z Przyjaciółmi w planie było ekspresowe, niemal w przelocie spotkanie z moją Czytelniczką, za które dziś z serca dziękuję.
Takie spotkania, słowa, które słyszę są najpiękniejszym podziękowaniem i ukoronowaniem mojego blogowania i jakiegokolwiek pisania.
Stu biednych i razem przed siebie
Za radą Towarzyszki mojej przyszłej wyprawy na obiad postanowiliśmy przetestować nowy lokal – Centopoveri.
Miejsce bardzo przyjazne, ceny zadziwiająco przystępne, a dania smakowite. Zdaniem mojej Przyjaciółki lampredotto z cavolo nero to numer jeden numerów jeden, ossobuco też wspaniałe, orata przednia, domowe wino naprawdę zacne, a i desery niczego sobie.
Ja osobiście lubię atmosferę moich ulubionych lokali malowanych swojskością, ale i Centopoveri warci są z pewnością grzechu!
Dzień florencki udał nam się pięknie. Powiedziałabym przyjacielsko, choć w naszym przypadku to nawet rodzinnie. Dodatkowo dla mnie z gardłem pełnym wzruszeń, z wyczuleniem na detale, kolory i taplając się w lukrowanej bezkrytycznym zachwytem miłości do Florencji.
Dobrego dnia!



4 komentarze
To ” odwróć sie ” , to chciałabym , żeby było moje !!!
Ja cały czas mam nadzieję, że kiedyś będzie <3
Tak, to było wspaniałe spotkanie i bardzo Ci dziękuję, że znalazłaś chwilę na kawę ze mną. Mam nadzieję, że nie raz jeszcze usiądziemy razem przy stoliku- tym razem na dłuższą pogawędkę, albo „powłóczymy się” tu i tam:)Wszystkiego dobrego i do zobaczenia gdzieś we Florencji:)
Ja Ci z serca dziękuję i obiecuję, że następnym razem na dłużej <3