Głowa na rollercoasterze
Kiedy kładłam się do łóżka było już po 23.00. Miałam wrażenie, że głowa mi eksploduje i nie, wcale nie od bólu. Dyńka fizycznie miała się świetnie, mimo – tu uczciwie przyznam – zdecydowanej przesady z ilością toastów tego dnia. To co mnie znokautowało, to przebodźcowanie.
Ilość spotkań, rozmów, przeskakiwania od jednego stołu do drugiego, od lekcji do trekkingu, od aperitivo do spotkania z prawnikiem sprawiły, że moja głowa najzwyczajniej w świecie odmówiła współpracy. Współpracy odmówił też głos…
Kiedy w czasie ostatniego już spotkania w domu jednej z przyjaciółek w Biforco paplałyśmy o tym i o tamtym nagle mój głos wszedł w fazę skrzyżowania falsetu z Vasco Rossim po koncercie.
Zupełnie jakby ta biedna głowa chciała mi powiedzieć – weź się już zamknij!
Święto pracy
Postanowiłam odwołać nieliczne poranne lekcje i w święto pracy od tej pracy odpocząć. Chciałam, żeby głowa złapała równowagę, a głos odpoczął.
I tak oto pierwszy dzień maja pięknie zainicjował nowy miesiąc, nawet jeśli z oszczędzania głosu nic nie wyszło, a i na brak bodźców ostatecznie nie mogłam narzekać. W każdym razie chciałabym bardzo, żeby moje dziś było dobrą wróżbą, miłą zapowiedzią kolejnego wiosennego miesiąca. Był czas na samotny trekking, czas na bycie w ukochanym mieście, czas z Dziećmi, z Przyjaciółmi, pyszne jedzenie, zacne wino, uścisk i ciepłe słowa Czytelniczki, krótka pogawędka z członkami florenckiego orszaku historycznego, słońce i prawdziwie letnie ciepło. Niczego więcej nie trzeba mi było do szczęścia.
Było też barwne wydarzenie, które do Florencji przywiało, ale o folklorze, kolorach i tradycji będę bajać już jutro, bo teraz głowa znów toczy nierówną walkę z przebodźcowaniem.
Dobrej nocy…



Jeden komentarz
❤️