PIerwsze podsumowanie
– A to co? Co on robi?
Siedziałam przed barem Biforco sącząc (dla odmiany) przedwieczorne aperitivo z „nowymi marradyjczykami” i planując dalsze formalno remontowe kalendarium, kiedy na moście ukazał się Mikołaj. Maszerował zamaszyście z wyciągniętym w dłoni słonecznikiem.
Niczym książę na białym koniu podszedł do naszego stolika i nie zważając na otoczenie, wręczył mi kwiatek obejmując mnie przy tym całym sobą. Serce rozpłynęło mi się jak masło zostawione na słońcu.
Wypełniła mnie taka radość i wzruszenie, których nawet Dante nie potrafiłby słowami odmalować. Zawsze w takich chwilach myślę sobie – coś mi się jednak w życiu udało…
– Kokarda jest różowa – Mikołaj zwrócił mi uwagę na drobny detal – mamy ulubiony kolor.
– Amore!
Kwiecień i początek maja już od wielu tygodni zapowiadały się bardzo intensywnie. Tak jakoś już od kilku lat się składa, że w tym właśnie czasie kumulują się różne zdarzenia, wyzwania, spotkania… Krótko mówiąc intensywność zdarzeń wzbija się na wyżyny.
Tak też było i w tym roku. Kalendarz ugina się od zdarzeń, tak jak magginciondolo w moim ogródku od ilości kwiatów…
Wariackie rollercoastery – jak nazywam takie okresy w roku – to coś, co daje mi mnóstwo radości i satysfakcji. Moją ulubioną – co zawsze podkreślam – rutynę muszę regularnie przyprawiać czymś nowym. Potem oczywiście opadam na moment z sił, bo w tej całej intensywności spalam się jak mityczny Feniks, ale inaczej byłabym nieszczęśliwa.
Z podsumowaniem majówki powinnam się wstrzymać, bo przecież majówka nadal trwa – przynajmniej dla niektórych, tak czy inaczej ja mam już cały bukiet pozytywnych drobiazgów, które wzruszyły, rozczuliły i zrelaksowały, po pełnym napięcia początku tygodnia. Kwiatek Mikołaja był jednym z nich…
Różowe skarpetki i spacer
O tym, że róż (obok bieli) jest moim ulubionym kolorem wiedzą nie tylko dzieci… Para różowych skarpetek zrobionych specjalnie dla mnie była darem niezwykłym. I nie dlatego, że róż, nie dlatego, że skarpetki, które uwielbiam, tylko dlatego, że ktoś coś zrobił z myślą o mnie. To było jak podarowanie mi wycinka swojego prywatnego życia, skrawek bezcennego czasu. Ktoś zrobił coś z myślą o mnie. Ażurowe blado-różowe skarpetki są prześliczne.
Po obiedzie poszłam z Przyjaciółmi na długi spacer. Tylko my troje – dodałabym my troje starzy, ale starzy przecież nie jesteśmy. Dzieci w ostatnich latach bywają z nami często, ale nie zawsze. Taki spacer w stronę Campigno był dla nich średnio kuszącą propozycją. Tak czy inaczej nam – starym było wspaniale i to jest wartość największa.
Znów miało być jeszcze o tym i o tamtym, ale głowa ma już włączony tryb oszczędzania baterii. Myślę, że tę opowieść – między innymi o pięknej i bestii, o kwiatach, o samotnej chwilce o dzieciach niezwykłych opowiem już jutro albo kiedyś…
Dobrej Nocy!



Jeden komentarz
Jak miło zobaczyć siebie w Twoim towarzystwie i to na Twoim blogu. Pozdrawiam z deszczowej w tej chwili Florencji:)
J.