13 sielskich kilometrów
Tuż po tym jak wybiło południe, poznałam pozostałą część grupy. Spotkaliśmy się wszyscy w bardzo przyjemnym miejscu na lekki obiad – kanapka z chrupiącej schiacciaty z tym, co kto sobie zażyczył, chwilę rozmowy, wspomnień i oczywiście zacieśniania znajomości. Potem męska część ruszyła w stronę swojego wywrotowego szlaku rowerowego, a żeńska na dosyć łagodny trekking wśród wzgórz otaczających Cerbaię.
Szlaki toskańskie
Ten trekking był mi bardzo na rękę. Po tym jak tuż przed wyjazdem dowiedziałam się, że w księgarniach ukazała się zapowiedź mojej najnowszej książki, miałam wielką chęć, żeby stanąć na nowym szlaku i przełączyć się mentalnie na fazę promocji najnowszej książki – można ją kupić już w przedsprzedaży TUTAJ. Jeszcze raz poproszę – i prosić w tych dniach będę pewnie wiele razy – posyłajcie wieści o niej w świat, bo to chyba moje ulubione książkowe dziecko, choć sama w rękach jeszcze jej nie miałam.
Ta opowieść to zbiór toskańskich szlaków i bajanie o tym, jak wyjątkowym przeżyciem jest wędrowanie z plecakiem i poznawanie tego wyjątkowego regionu pieszo. To opowieść o ludziach, o miejscach, o uważności, z jaką powinno oglądać się świat, o wolności, o naturze, o górach, o morzu, o wyspach, o pagórkach, o słabościach i ich pokonywaniu, o słońcu, o deszczu, o kurzu i błocie…
Cieszyłam się w sobotę na samą myśl, że będzie mi dane odkryć jeszcze jeden skrawek Toskanii. Znałam już Mulinaccio niedaleko Scandicci i szlak renesansowy, ale okolice Cerbai były dla mnie trekkingową nowością.
Pomiędzy Cerbaią i Romola
Ruszyłyśmy z San Michele a Torri w kierunku la Porta aż do pięknego Belvedere nastroszonego charakterystycznymi sosnami. Rozciągał się stamtąd bajeczny widok na toskańskie bezkresy łagodnych pagórków. Potem doszłyśmy do jeziora – Lago delle Ninfee, przy którym przystanęłyśmy oniemiałe wyjątkowością jego mieszkańców – żółwie i ryby tak wielkie, że nawet najbardziej wypasione karpie z warszawskich Łazienek wydałyby się przy nich karłami.
Dalej znów wspięłyśmy się nieco wyżej i na chwilę zniknęłyśmy w cieniu śródziemnomorskiego gaju. Tak jest teraz pięknie na toskańskich szlakach – kwitną dzikie róże, cisto białe i różowe, ginestre, na gałązkach dyndają pierwsze corbezzoli – wiosenne bogactwo, które trudno opisać słowami.
W końcu wyszłyśmy na drogę asfaltową, która doprowadziła nas do maleńkiej osady Romola. Tam obiecałyśmy sobie zasłużone piwo. Jakież było nasze zdumienie, kiedy już z daleka doleciała do naszych uszu przyjemna muzyka na żywo. Okazało się, że w lokalnym circolo (o circolo też opowiadam w książce) właśnie rozkręcała się impreza.
Rozsiadłyśmy się więc przy stole z naszym piwem, słuchałyśmy muzyki i czekałyśmy na wieści od naszych rowerzystów – wyczynowców.
Wieczór zakończył się wspólną kolacją, a potem nastał niedzielny ranek, a w nim jeszcze piękniejszy trekking już w zupełnie innej części Toskanii, ale o tym opowiem już jutro.
Dobrego dnia!



2 komentarze
Bardzo ladne zdjecia. Bardzo sie ciesze Kasiu ,ze jestes szczesliwa Pozdrawiam
Moglabys napisac jakie to kobitki, jak Cie przyjely do grupy i czy są faaajne???