Po staremu
Jednym z moich ulubionych włoskich wyrażeń jest „tanto per cambiare” – co możemy tłumaczyć jako „tak dla odmiany” i co paradoksalnie mówimy w sytuacjach, w których robimy to samo, co zwykle. Na przykład: „dziś wstałam o piątej rano – tanto per cambiare” albo idziemy na aperitivo? Tanto per cambiare…”
I oto w minioną niedzielę, po sobotnich rozpustach podniebienia w duchu mariażu sacrum z profanum, pojechaliśmy na trekking. Tanto per cambiare!
Via della Lana e della Seta oraz inne cammini
Moja czwarta książka dedykowana jest mojej największej, zaraz po pisaniu, pasji – pieszemu wędrowaniu. Z tej właśnie perspektywy będę bajać o Toskanii, o jej drogach, szlakach, ścieżkach, traktach, duktach, mostach. Będą w niej zebrane opowieści o szlakach na kilka godzin, ale też na kilka dni. Będą opowieści o ludziach poznanych w drodze, o faunie, o florze i o samej filozofii życia pieszo.
Jest to dla mnie bardzo ważna książka – ważna z wielu powodów. Jednym z nich jest ten, że w całości powstała przy wiernym wsparciu i dopingu ukochanej osoby, która nawet teraz, w ostatniej chwili przypieczętowuje swoje oddanie niedzielnym poświęceniem, choć jak zapewnia, nie można tu mówić o poświęceniu.
W minionych dniach wydawnictwo poprosiło o dodatkowe zdjęcia z kilku szlaków. Uzupełnienie tej galerii w pojedynkę wiązałoby się z odwołaniem dwóch dni lekcyjnych – czyli dramat. Kiedy więc On powiedział – „jedźmy tam w niedzielę” – byłam eksplozją wdzięczności.
Przeszliśmy część Via della Lana e della Seta (szlak jedwabno -wełniany), szlaku, który jest zdecydowanie mniej popularny niż Via legli Dei, a biegnie tuż obok – z Bolonii do Prato. Potem wjechaliśmy na największą florencką górę – Monte Morello, a ja ucieszyłam się, że jakimś cudem On nigdy nie oglądał Florencji z tej perspektywy.
O wielu szlakach w tym roku nie pisałam na blogu, wiele z tych opowieści miało poczekać na książkę, która – mam nadzieję – stanie się zachętą do podróżowania slow, do uważności w podróży, do jej smakowania krok po kroku.
– Patrz! Tam! To Rocca di Cerbaia!
– Nasza rocca…
– Minęło ponad sześć miesięcy od tamtej wycieczki… Kto by wtedy pomyślał…
Calvana
Najpiękniejszym fragmentem Via della Lana e della Seta jest Calvana.
To wapienny masyw który rozciąga się pomiędzy Florencją i Prato. Mówi się o nim, że jest naturalnym strażnikiem tekstylnej stolicy.
Mam do tego miejsca szczególny sentyment, był to bowiem jeden z tych obrazków, który utkwił mi w pamięci już w czasie pierwszych wakacji w Toskanii. Za każdym razem kiedy wjeżdżaliśmy w Barberino na autostradę i mknęliśmy w stronę Florencji i dalej, podziwiałam nieco księżycowe góry, odarte z lasów i bujnej roślinności. To właśnie Calvana. Co ciekawe musiało minąć 18 lat, nim moje stopy zawędrowały w te strony.
Calvana znana jest przede wszystkim z żyjących tu dziko koni – po włosku „cavalli allo stato brado„. Nam tym razem nie udało się ich spotkać, ale na Calvanę mam nadzieję wrócić w czasie najbliższych miesięcy.
Tymczasem pięknego nowego tygodnia!
Och! Oczywiście jest ROLKA!



Jeden komentarz
Kasiu, z uteskniem czekam na Twoja czwarta ksiazke. Wiem ze sama ze wzgjedow zrdowotnych, praktycznie nie skorzystam z niej. Ale bede jej(ksiazki) najwieksza polecajka:) Mam w swoim najblizszym otoczeniu kilku takich trekingowych „wariatow”, jak Ty:)
Podklad muzyczny pod Rolka rozwala. Ja jak przekraczam granice Italii zawsze wlaczam Zucchero,
A jak moj uwielbiany „cukierek” spiewa Domenica, to musze zjechac na jakis parking;)
Serdecznosci Kasiu.