Bez planu - do czasu
O święcie ognia w leżącej około 40 km od Marradi Rocca di San Casciano słyszałam już od lat, nigdy jednak nie udało mi się zobaczyć tego widowiska na żywo. I kiedy pod koniec minionego tygodnia, u progu weekendu bez planów zaczęłam szperać w poszukiwaniu jakiejś sagry gastronomicznej w okolicy, zaraz jako pierwsza wyskoczyła mi reklama Festa del Falò w Rocca San Casciano.
– Co ty na to? – zapytałam trochę niepewnie.
– Wiesz, że ja byłem na niej tylko raz jakieś 30 lat temu?
– A ja nigdy!
I tak oto na weekend bez planu napisał się pierwszy punkt tego „bez planu”. Zaraz za nim dopisał się kolejny i z „bez planu” nagle urodził się piękny weekend malowany nowościami, radością i całą paletą pięknych emocji i uczuć.
Festa del Falò
Święto ognia w Rocca San Casciano jest nieprawdopodobnie widowiskowym wydarzeniem i po tym co widziałam w minioną sobotę, już rozumiem dlaczego przyciąga tłumy z całych Włoch.
To tradycyjne wydarzenie z długą historią jest tak naprawdę pojedynkiem dwóch dzielnic miasta – il Borgo i il Mercato, które rozdziela rzeka Montone.
Jedną z rywalizacji są palące się gigantyczne stosy na dwóch brzegach rzeki. Towarzyszy im pokaz pirotechniczny, który jest kolejną konkurencją, w której ścierają się dwa rioni.
Na koniec na Piazza Garibaldi, gdzie zebrany jest już tłum i huczy muzyka wjeżdżają wozy alegoryczne z tancerzami, figurantami i całą oprawą choreograficzną. To ostatnia część pojedynku dzielnic. Wozy krążą wśród roztańczonej publiki i tym samym plac zamienia się w gigantyczną dyskotekę.
Festa del Falò trwa jednak już od rana – miasto ożywa gigantyczny jarmark z bogatym standem gastronomicznym.
Zdaję sobie sprawę, że nie jest to atrakcja dla wszystkich, ale ja – choć zwykle unikam tłumów – nie mogłam się nacieszyć tym wyjątkowym sobotnim wieczorem – prawie nocą. Byłam jak małe dziecko, które z otwartą buzią patrzy na kolorowe światła, na przebierańców, które podryguje i zadziwia się nad wirującymi nad głowami konfetti. I przede wszystkim w tym rozhulanym tłumie czułam się bezpiecznie, wyjątkowo, wszystko było jak sen.
Oczywiście takie widowisko zasługuje na profesjonalną sesję zdjęciową, ale ja tym razem postawiłam na zabawę i Nikon został w domu. Tak czy inaczej myślę, że w sieci dziś kipi od fotorelacji z Rocca San Casciano 2026.
Po kolorowej nocy nastała niedziela i dwie pary HOKA ruszyły przed siebie.
CDN…



Jeden komentarz
Zazdroszczę Włochom ich umiejętności dobrej zabawy,spontaniczności i radości, przykre jest to, że w Polsce w imię „nowoczesności” coraz bardziej zanikają lokalne tradycje.