Spontanicznie
– O! Widzisz? Tu się skręca do Dozzy – pokazałam palcem, kiedy minęliśmy skrzyżowanie w okolicach Imola.
Wracając z Bolonii, tak jak zwykle, kiedy tylko się da, postanowiliśmy nie korzystać z autostrady. My po prostu nie lubimy autostrad. Drugorzędne drogi mają o wiele więcej do zaoferowania. „G” mknął więc Via Emilia, która łączy Piacenzę z Rimini i jest najsłynniejszą i chyba najdłuższą drogą Emilii-Romanii.
– A może jedźmy tam teraz? – zwolnił i popatrzył na mnie wyczekująco.
Zanosiło się na deszcz i do tego była już 18.00, ale przecież nas nikt z niczego nie rozliczał, „dzieci nam w domu nie płakały”, kolację mogliśmy sobie zjeść nawet o północy albo i nie zjeść w ogóle.
– Jedźmy! Najwyżej nie wysiądziemy z auta, ale przynajmniej zobaczysz z zewnątrz i wrócimy tam przy najbliższej okazji.
W pierwszym możliwym miejscu zawrócił i chwilę potem mknęliśmy wąską i malowniczą drogą w stronę Dozzy.
Vasco Rossi i najpiękniejsza pomyłka
– To nie w Dozza jest dom Vasco Rossi?
– Nieee, nie sądzę. Byłam tu tyle razy i jakoś nie kojarzę, a przecież bym wiedziała.
Mój telefon był już na 1% baterii, jego na 10%.
– Weź mój telefon i sprawdź, jeśli możesz.
Tu na kilka sekund oderwałam wzrok od drogi.
– Zocca! On mieszka w Zocca, nie w Dozza.
– Aaaa ok!
– Czy ty nie powinieneś był wcześniej skręcić?
– Aaa to bardzo możliwe. Na kilka sekund cię rozproszyłem, a jak nie pilnujesz drogi, to ja jadę przed siebie – zaśmiał się rozbrajająco.
– Ty naprawdę jesteś „Buongiorno, buonasera, buon appetito!” – zawtórowałam Mu w tym śmiechu i zaraz dodałam – nie to na pewno nie ta droga. Chyba musimy zawrócić.
– Jak tylko będzie miejsce zaraz wykręcę.
Takie miejsce było kilkaset metrów dalej…
– Guarda… (Popatrz…) Non ci posso credere! (Nie mogę uwierzyć!)
Naprawdę nie mogłam uwierzyć. Gdzieś poza szlakiem, dosłownie w polu, gdzieś nie wiadomo gdzie… Ktoś zrobił taras widokowy, postawił ławeczkę i przyczepił taki oto znak.
– Czasem mam wrażenie, że niektóre rzeczy ktoś wymyślił specjalnie dla nas.
– To pomylenie drogi nie było przypadkowe.
Wyskoczyliśmy z auta i zaraz wykorzystałam ostatni 1% baterii łapiąc kilka selfie.
Święto wina w Dozza
W końcu dotarliśmy do zabytkowej części Dozzy. W tym miejscu chciałam przypomnieć, że o wyjątkowym miasteczku murali nagrałam kiedyś jeden z odcinków na kanale YouTube. Próbowałam wstawić link w tekście, ale znów coś nie działa, tak jak powinno. O Dozzy opowiadam też szczegółowo w mojej drugiej książce – Nieznane Toskania i Romania. Gdzie Dante mówi dobranoc (problem z linkiem jak wyżej).
Podjechaliśmy najpierw na parking, który… pękał w szwach!
– Coś jest na rzeczy! To nienormalne, żeby parking tu, o tej porze, przy takiej aurze był pełen.
Objechaliśmy jeszcze raz centrum, mijając po drodze procesję osób z torebeczkami na szyi, które wróżyły coś bardzo, bardzo dobrego i ostatecznie zaparkowaliśmy od drugiej strony głównej bramy.
Tuż obok miejsca parkingowego uśmiechnął się do nas plakat: Dozza. Il vino è in festa.
Kupiliśmy tickety na maksymalnie pięć degustacji każdy i zaraz dostaliśmy dwa kieliszki w tradycyjnych torebeczkach do zawieszenia na szyi. Uradowani ruszyliśmy malowaną uliczką na degustację: Albany, Sangiovese, Cabernet… Pomyśleliśmy, że kolacja poczeka, dom poczeka, takie momenty nie poczekają, życie nie poczeka… I w ogóle kto by pomyślał, że przed zachodem słońca tego wyjątkowego dnia wylądujemy jeszcze na święcie wina.
Postawiliśmy nasze kieliszki najpierw na murku na placu przy wieży zegarowej. Potem zmieniliśmy miejsce i przenieśliśmy się bliżej bramy. Kieliszki tym razem wylądowały na brzegu średniowiecznej studni. Zamówiliśmy do wina arrosticini i zaczęliśmy gawędzić z kim popadnie.
Ludzie lubią z nami rozmawiać – już dawno to zauważyliśmy i cieszy nas to niezmiennie. A zatem sączyliśmy nasze sangiovese superiore, a mistrz arrosticini opowiadał jak to się stało, że robi to, co robi, arrosticini smakowały wybornie, były (nomen omen) przedsmakiem najbliższej podróży.
Tak dobrze, tak dobrze…
Dobrego popołudnia!



Jeden komentarz
Mnie to tylko jedno interesuje w tej historii. Czy Zerbina się też wystawiała ? :)))))))))