Nad rzeką, która jest
Wody Lamone po ostatnim deszczu są szaro mętne. Na chwilę straciły swój szmaragdowy urok. Tak czy inaczej w otulinie listopadowej ochry i rdzy rzeka nadal jest piękna. Szłam jej kamienistym brzegiem i co jakiś czas zerkałam na telefon. Jakby moje zerkanie miało coś przyspieszyć. Dookoła panowała cisza, słychać było tylko kojący szept, szmer, szum szarej wody…
Aż się zdziwiłam, że od mojego ostatniego bycia tu minęło prawie pięć miesięcy. To był upalny czerwcowy dzień, wyjątkowy dzień. Dzień grzechoczący cykadami. Wtedy było tu gwarno. Słychać było śmiechy dzieciaków i młodzieży przerywane gęsto radosnym „pask” i „pluf” i „plusk”.
A teraz zrobiło się tak nostalgicznie, niemal poważnie. Zadźwięczał telefon. Biorę głęboki oddech…
Podarki, geniusz i nadzieja
Wieczór 1 listopada przynosi spokój i wyciszenie. Oby ten spokój już od teraz grał pierwsze skrzypce.
Telefon dźwięczy znów.
„Skończyłam brainstorming na proposta tesì” – pisze Lucy. Uśmiecham się, bo w kilku słowach moja córka miesza trzy języki. Z „naszego” na polski można to przetłumaczyć tak: Skończyłam burzę mózgu do mojej propozycji pracy licencjackiej.
Temat jest fascynujący, ale nie będę jeszcze zdradzać szczegółów, bo na to przyjdzie czas. Co ciekawe Lucy będzie pisać pracę po angielsku. Jest językowym geniuszem. Jest geniuszem w wielu dziedzinach, co też w nastoletnich latach nie raz utrudniało życie. Ale teraz jest dobrze i oby to trwało. Jest taka pełna entuzjazmu!
Telefon dźwięczy znów.
„Mam dla ciebie podarki od ojca Cateriny” – wyświetla mi się wiadomość od Mikołaja.
Rankiem na stole w kuchni zastaję kilka ceramicznych skorup. Dzbanek, naczynie do zapiekania, waza i półmisek. Jakie to miłe. Miłe podwójnie. Przede wszystkim na pewno to Mikołaj powiedział, że ja takie rzeczy uwielbiam, a po drugie, ktoś w odpowiedzi – ktoś kto osobiście jeszcze nawet mnie nie zna – postanowił mnie w ten sposób uszczęśliwić. Wzruszam się całym sercem i oglądam każdą skorupę z nabożnością. Trzeba w końcu coś nowego ugotować. Trzeba wirtualną kuchnię odświeżyć.
Dzień obudził się już na dobre, przeszedł od czerni przez wściekły róż i zaczyna stroić się w lazur. Jest ciepło. Mam nadzieję, że to będzie dobry dzień. Dziś szczególnie o tym marzę.
Pięknej niedzieli!



Jeden komentarz
O tak tak. Jestem zdecydowanie za odświeżeniem wirtualnej kuchni 🙂. Pozdrawiam. Kasia.