Wszystkich świętych po włosku
W czasie tych lat nie raz już opowiadałam jak wygląda włoski dzień Ognissanti i potem święto zmarłych, ale dziś dla przypomnienia kilka słów trochę w nawiązaniu do wczorajszych imprez halloweenowych.
Tradycja odwiedzania grobów jest rzecz jasna i tutaj. Na szczęście nie ma przy tym niezdrowo rozbuchanej komercji, której efektem są potem tony śmieci. Podobnie jak w Polsce, tu też odprawiane są msze za zmarłych, rodziny się spotykają, jednak bardziej w obrębie swojego miejsca zamieszkania, bez wielkiej wędrówki ludów. Ponadto wiele miast i miasteczek ma swoje tradycje – festy, jarmarki, a nawet typowe dla tego dnia przysmaki. Na przykład we Florencji jadało się dawniej gęsinę. W wielu miejscach do dziś jadą się zupę z ciecierzycy, co jest pamiątką po dawnych czasach, bowiem już od średniowiecza we Wszystkich Świętych rozdawano żywność ubogim, były to zwykle bób i właśnie ciecierzyca. Z tym świętem kojarzą się też oczywiście migdałowe ciasteczka – ossa dei morti (kości umarłych), które podaje się ze słynnym vin santo. Cukiernicze witryny Sycylii wypełniają się w tych dniach Frutta di Martorana, a w Lombardii Pan dei Morti (chlebek umarłych).
Pamiętam jak kilka lat temu postanowiliśmy w tych dniach powojażować i odwiedziliśmy Perugię i Asyż. Byłam przekonana, że miasta będą puste, bo ludzie zajęci będą cmentarzami. Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy w stolicy Umbrii przywitał nas festiwal czekolady, a w mieście świętego Franciszka wielki jarmark.
1 i 2 listopada to tutaj te same święta, ale jednak pogoda ducha wygrywa nad smutkiem. To w dużej mierze pomogło mi odczarować listopad.
Pół roku do lipnej pory
Dziś rano, kiedy przygotowałam sobie napar z kwiatów lipy i cytryny, olśniło mnie, że do rozkwitu moich ukochanych drzew zostało już tylko pół roku. Poza tym dni skracać się będą jeszcze tylko przez niecałe dwa miesiące. To są naprawdę dobre wiadomości, takie koła ratunkowe przed zimną porą roku.
W sobotni ranek wreszcie zabraliśmy się z Mikołajem za ogródek. Wyrzuciliśmy wreszcie niedobitki pomidorów i cukinii, schowaliśmy paliki i teraz pozostaje jedynie przekopanie ziemi.
Kiedy ten cały bałagan wyjechał, okazało się, że pięknie odbiła nam rukola! Zaraz nazrywałam jej cały pęczek i stała się miłym dodatkiem do dzisiejszego obiadu.
Pogodę mamy taką, że aż wstyd mi pisać. W tym naszym ogródku pracowaliśmy dziś w koszulkach z krótkimi rękawkami. Jeszcze jutro ma być tak ciepło, a nawet cieplej, a potem nieco się ochłodzi, ale o prawdziwych chłodach jeszcze się nie mówi.
Listopad to takie „w pół do lata”. Niech nam się ten miesiąc pięknie pisze…


