Wróciłam
W środę po 13.00 przeszłyśmy przez Ponte di Buriano i oficjalnie po ponad 70 kilometrach zakończyłyśmy z Elą nasz cammino Strada dei Setteponti.
Dotarłam do Biforco w wieczornym deszczu i kiedy na dobre znów zrzuciłam plecak z ramion zrobiło mi się żal. Dobrze było znów choć przez trzy dni mieć to poczucie wolności, nieprawdopodobnie inspirujące poczucie bycia w drodze.
Od cammino można się uzależnić, ale to piękne i zdrowe uzależnienie.
Cammino to nie tylko wolność, ale też prostota życia. Człowiek skupia się na tym co jest esencją i smakuje każdą minutę drogi.
Jestem. Wróciłam. Tęsknię za cammino, więc głowa już snuje pewne plany. Jeden w szczególności, ale ten być może pozostanie w sferze marzeń.
Strada dei Setteponti wstęp i pierwsze refleksje
Dziś od rana gonię z zaległościami, więc nawet nie mam czasu na dłuższą opowieść – ta na spokojnie i tak będzie się ciągnęła pewnie dłużej niż samo cammino. Do tego jednak potrzeba czasu i wolnej głowy.
W telegraficznym skrócie mogłabym napisać – to było 76 kilometrów wśród gajów oliwnych i winnic, to był deszcz, dużo deszczu i sporo błota. Mnóstwo rozmów, miłe towarzystwo Eli, stare pievi, freski, średniowieczne borghi, najstarszy wodny młyn w Toskanii, to wino, prosecco i piwo, to obiad w circolo, kanapka w barze, to serdeczność ludzi, to rudy kot, huśtawka jak marzenie, bardzo dojrzałe winogrona, łóżko dla księżniczek, słodki rogalik z kremem, to corbezzolo i giuggiole (nasze jesienne owoce), to przemoczone buty,
PIerwszy etap jak emerytki, bardzo malowniczy spacer, drugi jak survival, choć również malowniczy, a trzeci to nieco monotonne dreptanie do celu.
Nasza Strada dei Setteponti to też wiele inspirujących, kształcących, ale też emocjonujących spotkań. Nowa wiedza jest dla mnie wielkim skarbem – a to cammino było lekcją w wielu dziedzinach.
Zapraszam Was już dziś na kolejne opowieści i dobrego wieczoru!



3 komentarze
Jak pięknie:) Te aleje z drzew…
To jest dla mnie najpiękniejszy region Włoch. Od lat jeżdżę do „mojego domu a raczej młyna z kamienia” do Loro Ciuffenna i marzę i płaczę przy wyjeździe…. Dlatego też bardzo dziękuję za te piękne zdjęcia i czekam na opowieści i książkę kolejną do kolekcji:)
Dobrze znam tę trasę, z ciekawością czekam na relację :-))