Niedziela kasztanowa na medal
W niedzielę znów pogoda była bajeczna. Cieszyłam się z tego podwójnie, bo przynajmniej Ela, która za chwilę zmierzy się razem ze mną z brzydką pogodą na szlaku, mogła uczestniczyć w naszej marradyjskiej sagrze w wydaniu luksusowym – słońce, ciepło, gwar, wino i kasztany. Moja mała satysfakcja, kiedy ktoś przyjeżdża na kasztany i doświadcza ich w tak urodziwym anturażu – jakim jest toskańska ottobrata.
Nim jednak Ela dotarła do Biforco, ja sama „zafundowałam sobie krótki, choć wyczynowy trekking na jedną parę nóg. Ten październikowy anturaż, w jaki zestroiła się niedziela, był nie tylko idealny na sagrę, ale również na wędrowanie po Apeninach. Oto zaczął się spektakl kolorów.
Gotowe do wymarszu - Strada dei Setteponti
Klikam ostatnie wersy i zamykam na trzy dni komputer. Ciemnym świtem ruszamy z Biforco w stronę Valdarno. To tam – dokładnie w Reggello – zacznie się nasze cammino. Jak zawsze zapraszam Was na moje social media, gdzie będę relacjonować na żywo wyprawę. Tym razem zabieram Was na Cammino dei Setteponti – droga siedmiu mostów. Jest to fragment starej drogi etruskiej, która łączyła Arezzo z Fiesole. Trasa kończy się przy Ponte Buriano – tym, samym, który znajduje się w tle najsłynniejszego z obrazów – Mona Lisa. Będziemy mijać słynne Balze, zwiedzać stare pievi, urokliwe borghi i mam tylko nadzieję, że nie będzie padało non stop i choć kilka pięknych kadrów uda się uchwycić. W ten marsz też zabieram mojego staruszka Nikona.
Jeśli chcecie nas wesprzeć w wyprawie – jak zawsze z całego serca zapraszam Was do klikania w „kawę” pod każdym postem. Każdy jeden gest jest na wagę złota. Dziękuję i do usłyszenia wkrótce!


