Jeszcze raz autostop
Po smacznym śniadaniu w La Concezione, znów założyłyśmy plecaki i wróciłyśmy na drogę, jakkolwiek to zabrzmi. Musiałyśmy jeszcze ten jeden raz wesprzeć się autostopem, żeby wrócić do miejsca, w którym przerwałyśmy naszą wędrówkę, czyli do San Giustino.
Dla pewności skontrolowałyśmy jeszcze rozkład autobusów, który ostatecznie pozbawił nas nadziei na transport publiczny, więc znów zaczęło się zabawa prawej ręki i kciuka w górę.
Tak jak pierwszego i drugiego dnia, tak też i tym razem, auta przejeżdżające z rzadka omijały nas szerokim łukiem. W końcu na horyzoncie pojawiła się mała, biała ciężarówka. Po doświadczeniach z poprzedniego dnia, pomyślałam, że chłopaki w białych ciężarówkach to bravi ragazzi, więc jeśli ten się nie zatrzyma, to naprawdę nie ma już nadziei. Chwilę potem biały furgone się zatrzymał i miły, młody kierowca, zaprosił nas uśmiechem do kabiny.
Znów opowiadałyśmy skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy, a chłopak odstawił nas pod wskazane miejsce i opowiedział też kilka słów o il Borro, które miało być pierwszą tego dnia atrakcją.
Il Borro - średniowiecze i szejkowie Ferragamo
O il Borro opowiedział nam pierwszy raz właściciel B&B w Piantravigne, a swoje kilka słów dołożył też kierowca ostatniego autostopu.
Il Borro to maleńka średniowieczna osada położona na skalistym cyplu, otoczona naturalną fosą. Na początku lat dziewięćdziesiątych została kupiona przez rodziną Ferragamo i stała się ich letnim azylem. Z czasem Ferruccio wraz ze swoim synem Salvatore, zaczęli przywracać miejscu dawną świetność. Dziś jest to klimatyczne miejsce, w którym znów tętni życie, choć nie jest to na pewno proste życie jakim wieki temu żyło il Borro.
Tuż obok familia Ferragamo stworzyła bowiem gigantyczny luksusowy ośrodek „Relais”, który rozciąga się na nie wiem ile kilometrów, ale trudno to objąć i oczami i rozumem.
Jak łatwo sobie wyobrazić, nie jest to zwykła baza wakacyjna dla przeciętnego człowieka, tylko ulubione toskańskie miejsce najbogatszych szejków. Podobno wynajęcie „zwykłej” willi na jedną noc to wydatek rzędu 8000 euro. Kto bogatemu zabroni…
Zwiedziłyśmy il Borro – jego średniowieczną, autentyczną część – w deszczu i ten deszcz szedł z nami jeszcze przez kilka kilometrów, aż do samego Castiglion Fibocchi. Jednocześnie było ciepło i miałam wrażenie, że w tych naszych przeciwdeszczówkach zaczynamy obrastać mchem.
Castiglion Fibocchi
Głównym miasteczkiem trzeciego etapu jest Castiglion Fibocchi. Tutaj też, na opłotkach był tak naprawdę zarezerwowany nasz nocleg, ale – jak już wiadomo – musiałyśmy przerwać nasz drugi etap wcześniej, bo inaczej dystans robił się przesadzony.
Po tym jak cofnęłyśmy się do porzuconego miejsca i zwiedziłyśmy il Borro, w końcu zawitałyśmy też do Castiglion, w sam raz na bardzo wczesną obiad-kanapkę.
Castiglion Fibocchi, czyli il Castello dei figli di Bocco, pierwotnie był zamkiem, którego historia wiąże się z rodem Conti Guidi. To jego członkowie zlecili budowę castello, który z czasem przeszedł w ręce Ottaviano Pazzi, znanego jako „Bocco”, a następnie w ręce jego synów. Figli to po włosku synowie – Castrum Filiis Bocchi – co z biegiem lat zostało uproszczone do Castiglion Fibocchi. Dopiero potem rozrosło się u jego stóp miasteczko, które dziś jest jednym z najważniejszych etapów La Setteponti.
Miasteczko dziś znane jest przede wszystkim ze swojego karnawału. Była to pierwotnie festa dedykowana synom Bocco i do dziś celebrowana jest bardzo widowiskowo. Jej ważnym elementem są spektakularne kostiumy, niczym te znane z karnawału weneckiego.
Oglądając zdjęcia z tego wydarzenia, uświadomiłam sobie, że te stroje już kiedyś widziałam… Tak to już jest, że cokolwiek zostaje uwiecznione przez „oko” mojego Nikona, to już na zawsze zapisuje się w mojej głowie. Zjawiskowe stroje podziwiałam rzeczywiście na żywo kilka lat wcześniej w czasie Capodanno Fiorentino.
Ponte Buriano i toast w Arezzo
Od Castiglion Fibocchi do finałowego mostu droga zrobiła się monotonna. Teren się wypłaszczył, minęłyśmy jeszcze kilka winnic i powoli zaczęłyśmy przybliżać się do Arno.
Przeprawa przez rzekę prawdopodobnie stniała w tym miejscu już w czasach rzymskich, na wspomnianej w poprzednich wpisach Cassia Vetus.
Obecna konstrukcja to dzieło z XIII wieku. Szczęśliwie most został ocalony w czasie wojny i dziś możemy podziwiać oryginalną konstrukcję. Wielu twierdzi – sama tak myślałam do słynnego śniadania w Piantravigne – że to jest ten sam most, który widzimy w tle Mona Lisy. Nie jest to jednak prawdą. W najbliższym czasie zostanie opublikowane badanie historyczne, które wykluczy tę teorię i potwierdzi jednocześnie, że z mostu, który widzimy na słynnym obrazie, dziś zachował się tylko skromny fragment.
Jeszcze tam nie dotarłam, ale mam taki zamiar w niedalekiej przyszłości. Resztki ikonicznej przeprawy również znajdują się w provincia Arezzo.
Usiadłyśmy na chwilę w starym zdezelowanym niby porcie. Niby – bo z łódek widziałyśmy tylko kajaki, zjadłyśmy batoniki ratujące życie, a potem wstałyśmy, przeszłyśmy dumnie przez most wznoszący się nad wyschniętą nieco Arno, który oficjalnie zamykał nasz marsz i dotarłyśmy na przystanek.
Nie było już czasu, żeby wędrować okrężną drogą do Arezzo, a spacer uczęszczana przez tiry asfaltówką bez pobocza na pewno nie był rozsądnym pomysłem. Skorzystałyśmy tym razem z łaskawości rozkładu jazdy i już kwadrans później mknęłyśmy autobusem w stronę stacji kolejowej.
Tam w końcu przyszedł czas na świętowanie, a było co świętować! Przeszłyśmy całą Strada dei Setteponti. Szłyśmy w deszczu, w błocie, wśród winnic i gajów oliwnych, przez mosty i nie przez mosty, gubiłyśmy szlak, desperacko walczyłyśmy a autostop, zwiedziałyśmy kamienne piesi, jadłyśmy pysznie i bardziej pysznie, posilałyśmy się zerwanymi z krzaków i drzew owocami, piłyśmy smakowite napitki i przede wszystkim wspaniale się bawiłyśmy.
Wszystkim, którzy wędrowali z nami jeszcze raz wielkie dzięki. I osobne dziękuję jeszcze raz w stronę Eli. Było pięknie!
A na deser ostatnia rolka.



2 komentarze
Gratulacje! Kobiety, jesteście wspaniałe!
Droga super i taka z przesłaniem. Lubię wyprawy tematyczne i te mosty bardzo mnie zainteresowały. Kasiu, mam prośbę, czy mogłabyś pokazać foty całej siódemki w jednym poście? tak dla podsumowania?