26 października, 2025

Setteponti jesiennie – koniec II etapu

Pieve di Gropina jest jedną z najbardziej interesujących świątyń w całym regionie, nie tylko na drodze Setteponti. Dzisiejsza budowla pochodzi z XII - XIII wieku, ale oryginalnie zbudowana została na resztkach dwóch innych kościołów, w tym na wczesnochrześcijańskim z V-VI wieku, który to z kolei wybudowany został na pozostałościach rzymskiej świątyni oraz na kościele longobardzkim z 780 roku. 

Co znajdziesz w tym artykule?

Jeszcze Loro Ciuffenna

Zanim ruszyłyśmy w dalszą drogę, musiałyśmy jeszcze obejść Loro Ciuffenna, którego fotografowanie i podziwianie zostawiłyśmy na poobiedzie, bo przecież miałyśmy mieć tyle czasu!

Przeszłyśmy wąskimi uliczkami i zatrzymałyśmy się na dłuższą chwilę na kamiennym moście.

Ponte Vecchio – jak dziś jest nazywany – to również jeden z najcenniejszych klejnotów Setteponti. W średniowieczu ten most znajdował się właśnie na Cassia Vectus – starożytnej drodze, która prowadziła do Arezzo i w tym miejscu był to jedyny sposób, żeby przejść przez Porta Fiorentina. Do tej pory przed mostem znajduje się miejsce ozdobione liściem dębu, gdzie w tamtych czasach mieściło się „biuro celne”. 

Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej
https://www.instagram.com/p/DQGLX2rDIAl/
Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej

Pieve di Gropina

Na nasze szczęście druga połowa dnia uraczyła nas słońcem. Kiedy ruszyłyśmy z Loro Ciuffenna w kierunku Gropiny, niebo było pogodne, a Valdarno znów spowijał lekki, niemal przeźroczysty, jesienny woal. 

Ruszyłyśmy w dalszą drogę dziarskim krokiem, więc do pieve dotarłyśmy bardzo szybko. Ta majestatyczna kamienna świątynia przez wielu uznawana jest za symbol Setteponti – jest jej najbardziej ikonicznym obrazkiem, za nią też rozciąga się najpiękniejsza panorama na całą Valdarno. 

Pieve di Gropina jest jedną z najbardziej interesujących świątyń w całym regionie, nie tylko na drodze Setteponti. Dzisiejsza budowla pochodzi z XII – XIII wieku, ale oryginalnie zbudowana została na resztkach dwóch innych kościołów, w tym na wczesnochrześcijańskim z V-VI wieku, który to z kolei wybudowany został na pozostałościach rzymskiej świątyni oraz na fundamentach kościoła longobardzkiego z 780 roku. 

Charakterystyczna dla pieve di Gropina jest półokrągła absyda, która prezentuje się pięknie zarówno wewnątrz jak i z zewnątrz.

Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej
Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej
Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej
Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej
Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej
Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej
Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej
Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej
Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej

Prawie biegiem

Zostawiłyśmy starodawną świątynię i znów ruszyłyśmy przez siebie z coraz silniej narastającą paniką. Wiedziałam, że jakbyśmy nie liczyły, za nic nie dotrzemy do celu przed nocą. 

Pierwotnie nasz plan był taki, że około 17.00 docieramy do agroturystyki, gdzie miałyśmy spędzić noc, doprowadzamy się do ładu po Wietnamie i idziemy na kolację, do najbliższej trattorii, czyli jeszcze 3 kilometry drogi w jedną stronę. Plan planem, życie sobie…

 Dotarłyśmy do maleńkiej osady śledząc cały czas wskazówki GPS. 

– Idziecie Setteponti? – zapytał starszy mężczyzna, który rozładowywał w wąskiej uliczce auto.

– Tak. 

– To tędy raczej nie przejdziecie, coś tam robili ostatnio i cały szlak jest zawalony. 

– No nie… – aż mi się słabo zrobiło. Nie miałyśmy już zapasu czasu na „nawrotki i zwrotki”. 

– Możecie spróbować, najwyżej zawrócicie. 

Ustaliłyśmy, że na takie eksperymenty nie możemy już sobie pozwolić, więc wróciłyśmy pokornie na asfalt. Bez sensu straciłyśmy jakieś pół godziny drogi. 

Czas skracał się nieubłaganie. Żałowałam tego naszego pędu, bo krajobraz dookoła z jesiennymi winnicami w wieczornym słońcu był niezwykły. Pomyślałam więc, że ostatni fragment trasy pokonamy już w ogóle asfaltem, a nie szlakiem, bo ten – jak było widać – po deszczach momentami był nie do przejścia. Już sobie nas wyobrażałam brnące przez błoto z latarkami… Mało tego… Nie byłam nawet pewna, czy mam w plecaku latarkę! 

Słońce powoli zaczęło zachodzić. W panice włączył mi się tryb „Korzeniowski na olimpiadzie”, ale jednocześnie widziałam, że Ela opada z sił. Miałyśmy w nogach prawie 30 kilometrów, a do celu brakowało 8-9.

Postanowiłam więc, że przerywamy marsz. Łapiemy autostop i rankiem wrócimy w to samo miejsce, żeby kontynuować naszą trasę. 

I znów stałyśmy na drodze z wyciągniętą ręką, a im bardziej robiłyśmy błagalne miny, tym bardziej auta nas omijały. Aż bałam się myśleć, co będzie jeśli naprawdę nikt się nie zatrzyma. Ustaliłyśmy, że na żadne prysznice już nie ma czasu i z tym całym błotem musimy iść na kolację, a dopiero potem zameldować się w agroturystyce

W końcu, po naprawdę długim czasie ktoś się nad nami zlitował. Miły chłopak zatrzymał rozklekotanego busa i zaoferował się z podwiezieniem nas i to nie byle do przodu, tylko pod samą restaurację.

Doceniłyśmy ten gest szczególnie, bo chłopak mieszkał dosłownie kilkaset metrów od miejsca, z którego nas zabrał, a jednak postanowił nadłożyć kilka kilometrów, żeby poratować dwie biedne wędrowniczki. 

Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej
Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej
Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej
Trekking la Strada dei Setteponti, Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej

kolacja i nocleg

Kiedy wysiadłyśmy przed lokalem o wdzięcznej nazwie „4 lire”, nie wierzyłam w nasze szczęście. Tego szczęścia do ludzi w czasie tych trzech dni miałyśmy mnóstwo. 

Właściciel lokalu, choć ostatecznie dotarłyśmy przed godziną otwarcia przywitał nas z otwartymi rękami. Włączył nam nawet piec i usadził blisko niego, żebyśmy mogły się dosuszyć i przyjemnie ogrzać. 

Zjadłyśmy wspaniale, a dodatkowo miałyśmy okazję posmakować świeżutkiej oliwy i zakończyć nasz wspaniały posiłek kieliszeczkiem vin santo. 

– Czy potem jest jakaś możliwość, żeby ktoś po kolacji podrzucił nas do agroturystyki? Śpimy w La Concezione – zapytałam, nim jeszcze usiadłyśmy do stołu.

– No pewnie! Ja was odwiozę – zaoferował się z uśmiechem mężczyzna – ta droga jest po zmroku bardzo niebezpieczna, w życiu nie puszczę was pieszo.

Nasze szczęście nadal trwało…

Ostatecznie po kolacji odwiózł nas jeden z pracowników i nie tylko zostawił przed drzwiami, ale pomógł też znaleźć klucz i bezpiecznie wejść do środka. 

A w środku czekało na nas piękne łóżko dla księżniczek, z tiulowym baldachimem – dokładnie takie o jakim śnią małe dziewczynki…

CDN…

Dobrego dnia!

2 komentarze

  1. Do Gropiny pojechaliśmy pewnego wiosennego pochmurnego dnia. Akurat gdy dotarliśmy na miejsce, na zewnątrz zaczął się deszczowo-burzowy armagedon, ale to było najlepsze, co mogło nam się przytrafić, bo dzięki temu spędziliśmy w kościele prawie godzinę i mieliśmy mnóstwo czasu, żeby obejrzeć wszystkie romańskie zdobienia i inne elementy. Jedno z piękniejszych moich wspomnień…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE

Poprzednie wpisy

Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media