Sprostowania muzyczne i nie tylko
Bajanie o ostatnim cammino znów trwało więcej niż samo cammino, a i tak nie napisałam wszystkiego, co powinnam napisać, więc dziś jeszcze kilka słów w tej kwestii. Przede wszystkim w moich wpisach nie podzieliłam się wszystkimi szczegółami, bo te, jak zawsze podkreślam muszą poczekać na książkę. Jeśli chodzi o zdjęcia mostów – dziś już tych starych zachowało się tylko kilka – a siedem pozostało jedynie w nazwie, choć też tak naprawdę nie wiadomo ile ich pierwotnie było.
I jeszcze ostatnia refleksja, która dotyczy moich rolek. Jednym moja ścieżka dźwiękowa się podoba inni nie mogą jej zdzierżyć, o czym informują mnie w komentarzach czy prywatnych wiadomościach. Postanowiłam więc skomentować to publicznie.
Przede wszystkim był to wybór Lucy. Kiedy pod koniec zimy wyszłam na pierwszy prawdziwy trening obciążona plecakiem i postanowiłam nagrać o tym story podkładając boomerowy hit – jak to określają moje dzieci, Lucy poprosiła czy ona może mi wybrać coś, co według niej będzie bardziej do mnie pasowało. I tak padło na Send me on my way. Do mnie ten kawałek muzyczny przylgnął od razu i stał się ścieżką dźwiękową wszystkich trekkingów do książki. Większości osób, które śledzą moje poczynania bardzo ten utwór się podoba, bo mówią, że kiedy słyszą go jako podkład moich relacji, to już zacierają ręce, bo znaczy to, że szykuje się nowa wyprawa.
Jednak, jak już wspomniałam, na niektórych działa on wręcz odwrotnie. W tym miejscu mogę zatem tylko podpowiedzieć, że oglądając rolki czy stories podkład muzyczny, jeśli nam nie odpowiada, można najzwyczajniej wyciszyć.
Tak jak się nie podoba „Send me…”, tak też mogą irytować włoskie szlagiery w każdej innej rolce, bo w tej kwestii również jestem niereformowalna.
Ostatnie październikowe tchnienia
Początek tygodnia rozpieszcza nas pogodą. Teraz dopiero eksplodowały kolory, a przez to, że lato nie było w tym roku ekstremalnie suche, wciąż jeszcze, nawet na przełęczach, liście trzymają się gałęzi.
Skończył się ostatni na sztywno zaplanowany trekking, a ja wróciłam do swojej rutyny, którą nawiasem mówiąc, uwielbiam. Chciałabym do ostatecznego terminu oddania tekstu zrobić jeszcze dwie trasy, ale nie wiem czy będzie to możliwe. Zwłaszcza na jednej bardzo mi zależało i zależało mi też na tym, by przejść nią tak, jak sobie wymarzyłam, ale kto wie czy to nie zbyt wybujałe marzenie.
Cieszę się, że przynajmniej wszystkie trekkingi zaplanowane do tej pory udało się zrealizować, nawet jeśli jeden z nich nie został dokończony.
Teraz zabieram się do pisania. Powinnam skupić się na tym, żeby to wszystko pięknie i z sensem ubrać w słowa. Mam nadzieję, że jesienne wyciszenie nieco w tym pomoże. Choć z tym wyciszeniem różnie bywa…
Dobrego wieczoru!



4 komentarze
Wszystkim nie dogodzisz, a tak serio to ten utwór bardzo pasuje do wypraw.
Faktycznie irytujący ten sam powtarzający się utwór, niezależnie od nastroju, pogody czy scenerii, ale tak jak napisałaś, można go sobie wyłączyć i ja tak właśnie robiłam 😉
Hmmmm…. Co do ostatniego zdania,życzę żeby się spełniło chociaż mam wrażenie, że to tzw „pobożne życzenie”
Ludzie to są marudy. Mnie też ta ścieżka dźwiękowa podkładana pod wszystkie stories nie za bardzo przypadła do gustu, ale przecież Kasiu to Twój blog. Po prostu ją wyciszałam ciesząc wspaniałą relacją i pięknymi widokami. Kasiu rób swoje i nie zwracaj uwagi na te uwagi (hi hi). Jak to mówią ave Maria i naprzód