Odczarowanie listopada
Od kiedy kilka lat temu udało mi się odczarować listopad, nawet dzisiejsza data nie jest mi już straszna, a przecież przez wiele lat borykałam się z dziecięcą traumą śmierci Taty. Jeśli kiedyś będę mogła sobie pozwolić na odrobinę zbytku, być może zafunduję sobie terapię, która przydałaby się nie tylko z tego jednego powodu.
Dziś jednak niektóre zmory przeszłości udało mi się opanować metodą zrób to sam. Nie będę ukrywać, że duża jest też w tym zasługa miejsca, w jakim żyję. To tu właśnie ten listopad z biegiem czasu pozwolił się odczarować i już nie gnębi.
Dni są krótkie, deszcz się już przyczłapał, liście ostatnie spadają zrezygnowane, ale to nie znaczy przecież, że ma być źle, że na tym nieszczęsnym listopadzie trzeba wieszać psy. Tak, tak, wiem… Łatwo mi powiedzieć, w Toskanii przecież nawet listopad ma swój urok. Pomijając jednak sprzyjające okoliczności przyrody, nastawienie też nie jest bez znaczenia.To, co złe, nie dzieje się tylko w listopadzie, tak jak czerwiec czy maj, nie muszą być gwarancją szczęścia.
I tak jak kocham letnie wieczory, które trwają do nocy, a ja zamieniam się w powsinogę, tak też uwielbiam samotne listopadowe wieczory, kiedy mam czas na pisanie, na jogę, na bycie sama ze sobą czy też w wąskim, bardzo wąskim gronie najbliższych i mogę iść spać z kurami.
Ważność rozmowy
Kilka razy miałam okazję być wsparciem dla mam, których dzieci też zostały osierocone przez ojca i na ich pytanie „co robić, jak się zachować?”, mówiłam zawsze to samo: rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Jedna z najgorszych rzeczy to nieprzegadane lęki. One są jak trucizna, jak gangrena, jak niezabliźniona rana, z której przez lata sączy się ropa. W minionych latach nie raz już o tym pisałam, ale wracam do tego, bo to ważny temat.
Kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, obiecałam sobie, że z moimi dziećmi będę szczerze rozmawiać o wszystkim – żadnego tabu – i myślę, że całkiem dobrze mi się to udało, o czym świadczy wiele zachowań Mikołaja i Lucy. I nie chodzi tylko o traumy, ale też o zaspokojenie ciekawości, niebudowanie niepotrzebnego muru. Codzienna naturalna rozmowa jest fundamentem dobrej relacji.
Być może w pewnych sytuacjach ta nasza otwartość wobec siebie niektórym wyda się przesadzona, bo przecież ja jestem przede wszystkim matką, a oni moimi dziećmi, jednak dla nas ta szczerość to luksus, komfort bycia sobą.
Doceniłam to szczególnie, kiedy Lucy prawie dwa lata temu stanęła przede mną i patrząc mi w twarz powiedziała kim jest. Doceniłam to też, kiedy Mikołaj zwrócił się do mnie ze swoimi troskami, przy których okazałam się dla niego pierwszą powierniczką.
Teraz kiedy dzieci dorosły, to bycie powiernikiem działa w dwie strony. W ostatnim czasie doceniłam to szczególnie.
– Co się stało? – pyta Mikołaj patrząc mi w oczy kilka dni temu.
– Nic, nic – kłamię.
– Co się stało? – ignoruje moje kłamstwo.
Biorę oddech i opowiadam.
Mikołaj nie ocenia, patrzy trzeźwo, wspiera, po mikołajowemu pociesza, ustawia do pionu, rozumie.
Taka relacja to wielki skarb, ale zbudowanie jej wymagało otwartości.
Dobrego dnia!



2 komentarze
❤️
Jesteś tak piękna Kasia, tak mądra ,dobra, zasługujesz na wszystko co najlepsze, z całego serca życzę ci tego.