Kwietniowe dyziowanie
Czasem każdy potrzebuje uciec, schować się, nie być dla nikogo, tylko dla siebie. Niektórzy potrzebują tego częściej, inni rzadziej, może są też tacy, którzy tego w ogóle nie potrzebują, ale ja zdecydowanie jestem team „dobrze mi ze sobą”.
Oczywiście myślę, że nie bez znaczenia jest tu fakt, że mam dzicz Apeninów na wyciągnięcie ręki, która jest moim ulubionym towarzyszem i za każdym razem kiedy w ciepłej porze mogę wyrwać czas dla siebie pędzę na jedną z moich „Łąk Dyzia”.
Zdradziłam chwilowo tę, od której wzięło się to całe moje dyziowanie i znalazłam coś bardziej ustronnego, gdzie nikt mnie nie widzi, ani nie słyszy, gdzie wystarczy tylko chwilę się powspinać, żeby znaleźć ustronie wśród kwiatów, skałek i karłowatych dąbków z widokiem na zieloną dolinę Lamone.
W takich momentach czuję się trochę jak dziecko, które znalazło swoją kryjówkę, taki mój mały skarb, wielki przywilej, rozkosz dnia powszedniego.
Do zobaczenia za 11 miesięcy
Ostatni dzień kwietnia… Z jednej strony wierzyć mi się nie chce, że od jutra już maj, ale z drugiej strony mam wrażenie, że ten kwiecień sączył się powoli, powolutku pozwalając na celebrowanie wielu pięknych momentów.
Zaczął się wzruszeniami przed malarstwem impresjonistów i spotkaniem z Dobrą Duszą, potem było kolejne spotkanie i wspólne, jakże wyczekane przejście Korytarzem Vasariego. Potem odwiedziła mnie jeszcze jedna Kochana Dusza i razem witałyśmy się z morzem, wędrowałyśmy po Florencji i dyziowałyśmy bezczelnie w Ogrodzie Róż. Nim nadeszła Pasqua zawitałam do Livorno i powędrowałam upragnionym szlakiem po Caprai zaczynając tym samym zbieranie materiału do czwartej książki. Towarzyszyła mi w tej wyprawie młodziutka Lucia. Potem były święta zupełnie na luzie i zaraz po nich długi weekend. Poza tym przez cały miesiąc niezliczona ilość ulubionych trekkingów po moich Apeninach, dzikie orchidee, kukanie kukułki, trzmiele i motyle krążące nad głową,
Było pięknie, kwiecień był wspaniały, niech tak będzie dalej! Niech i maj podejmie wyzwanie i stanie w szranki do boju o miano na najpiękniejszy miesiąc w roku! Niech każdy kolejny miesiąc ma takie ambicje.
Tydzień mija nam w letniej aurze, mija tak intensywnie, że głowa nie nadąża. Oto dlaczego mam czas kliknąć „publikuj” dopiero o tej porze. W następnych dniach zapowiada się podobnie, a za tydzień to w ogóle zamilknę na kilka dni…
Tak czy inaczej nie znikam, jestem jak tylko mogę, jestem całą sobą.
Dobrej nocy!



2 komentarze
A już myślałam, że przegapiłam jakąś planowaną nieobecność! :)) I tu Cię mam! Popołudniowa kawa wystarczyła do wieczora Pozdrawiam. Hanka
Bądź Kasiu sama ze sobą ile tylko możesz. Wierni Czytelnicy na pewno poczekają😘😘😘😘