Kto się nie poddaje
Od Rosignano GPS pokazywał nam niecałą godzinę drogi do pierwszej wybranej fortecy. Przejechaliśmy przez wyludnione tereny porośnięte gęsto leccio i dojechaliśmy do miniaturowej kamiennej osady. Tu droga się kończyła. Znaki krzyczały, że to własność prywatna, więc „G” nie mógł się dalej pchać ze swoimi czterema kółkami, a i nasze Hoka nie miały do podjęcia żadnego szlaku. Nic! Żadnej tabliczki! Żadnego drogowskazu!
Cofnęliśmy się więc do drogi asfaltowej.
– Tu jest chyba inny dojazd – popatrzyłam na nawigację w telefonie – tylko musimy nadłożyć jakieś 6 kilometrów. Popatrz już ją widać! To chyba ona! – na skale zamajaczyło coś jakby resztki murów.
– Co to jest 6 kilometrów…
Niestety po tym nadłożeniu drogi okazało się, że droga, którą wskazywał GPS była zagrodzona szlabanem zamkniętym na kłódkę.
– Chyba jednak musimy zdać się na to, co mówił twój telefon… – skomentowałam nieśmiało.
Jego telefon od początku kazał nam jechać do Lajatico. To ja przekombinowałam ufając ślepo google i tak straciliśmy trochę czasu.
– Może już chcesz sobie dać spokój? Tyle kilometrów… – zapytałam głosem jeszcze bardziej nieśmiałym, zaklinając jednocześnie w duszy, żeby nie chciał.
– Dać sobie spokój? Żartujesz?
Jak dobrze, kiedy trafia swój na swego…
Lajatico i Pietracassia
Przejechaliśmy przez maleńkie i kolorowe Lajatico, które teatrem ciszy rozsławił na cały świat Andrea Bocelli. Zaczęliśmy wspinać się wyżej i wyżej w zieleni łąk, wśród kwitnących pół rzepaku najpierw asfaltową wstążeczką, a potem drogą szutrową.
– Teraz to w końcu i „G” jest szczęśliwy! – powiedział z uśmiechem, kiedy auto zaczęło podskakiwać na wertepach.
Byliśmy w końcu na dobrej drodze. Co kilkaset metrów mijaliśmy tabliczkę z napisem Rocca di Pietracassia. Zatrzymaliśmy się dopiero przy zakazie, skąd ruszał pieszy szlak do fortecy.
Swoją drogą gdyby nie nasza zamkowa fiksacja, gdyby nie szperanie w internecie, w życiu byśmy tu nie trafili.
Zapomniana Rocca di Pietracassia
Od miejsca, w którym trzeba zostawić auto, do fortecy jest około pół godziny marszu z niewielkim przewyższeniem. Wędruje się przez małe zagajniki, które w marcu wyściełane są dywanami prymulek, fiołków, zawilców i przylaszczek.
Już od pierwszego kroku wiedzieliśmy, że każdy nadłożony kilometr wart był zachodu.
Rocca wybudowana została około 1000 roku, pierwsze wzmianki o niej pochodzą z 1028 roku i była to jedna z pierwszych fortyfikacji longobardzkich w całej Toskanii.
Rocca wzniesiona została na pękniętej skale – stąd jej nazwa cassa, znaczy rotta, na wysokości 530 m n.p.m. Rozciąga się stąd widok na całą Valdera, większą część Val di Cecina, widać stąd Volterrę, a przy dobrej pogodzie nawet morze i Elbę.
Forteca wybudowana została z białego kamienia – alberese, który wydobywano w pobliskich kamieniołomach. Dziś zachowały się już tylko jej resztki, ale te resztki skutecznie uruchamiają fantazję.
Zwiedzanie takich miejsc z Nim jest przeżyciem jedynym w swoim rodzaju oraz przy okazji prawdziwą lekcją.
– Widzisz? Tu był strop. Tu był kominek – wylicza. – Ten otwór służył na pewno do tego i owego…
– Możemy wejść? Jest bezpiecznie? – pytam za każdym razem, kiedy wciskamy się w szczelinę, schodzimy w dół albo tarabanimy się na górę. On jest teraz moim guru od kamiennych budowli…
Poczucie bezpieczeństwa
Obchodzimy całą fortecę z uwagą. Na koniec On wchodzi na mury ponad główną bramą. Chcę iść za nim, ale zamieram w pół kroku. Durny lęk wysokości wchodzi mi w kolana.
– Czujesz się na siłach? – pyta z troską.
– Tak! – Zaciskam zęby i na trzęsących nogach wchodzę na mur. Niewiele myśląc rusza w moim kierunku, wyciąga rękę i pomogą uspokoić trzęsawkę, prowadząc mnie jednocześnie na sam skraj.
– Brava!
To „brava” dodaje mi skrzydeł. Znów czuję, jak po ciele rozlewa mi się przyjemnym ciepłem poczucie bezpieczeństwa. Nie pamiętałam już jak smakuje.
Jak to dobrze mieć obok siebie kogoś, kto nawet przy nieco ryzykownych krokach nie stopuje, tylko mówi „idź”, a jednocześnie dyskretnie i z szacunkiem asystuje…
Wróciliśmy do auta przeszczęśliwi z naszego uporu. Grzechem byłoby to miejsce przegapić. Zrobiło się południe, a jeśli południe to żołądki zsynchronizowały się w potrzebie posiłku.
CDN…



2 komentarze
Czytałam z zaciekawieniem jak dreszczowiec. Super Kasiu!
❤️