Niespodzianka
Na stole leżała spora paczka. Wiedziałam, że na mnie czeka, bo Jedna Dobra Dusza kilka godzin wcześniej, kiedy telepałam się kolejnym pociągiem z Florencji uprzedziła mnie o tym fakcie, żebym nie była bardzo zdziwiona i nie odmówiła przyjęcia paczki, bo przecież sama niczego nie zamawiałam…
Nie miałam zielonego pojęcia czego się spodziewać. W asyście równie zaciekawionego spojrzenia Mikołaja rozerwałam amazonowy papier podekscytowana jak dziecko w wigilię Bożego Narodzenia i wyciągnęłam czerwony pokrowiec. W pokrowcu były kije do trekkingu.
Nie wiem kto był bardziej zdziwiony, ja czy Mikołaj… Jak pokazały ostatnie moje potyczki – na wsparcie profesjonalne – biznesowe nie mam szans, ale na wsparcie z serca moich Czytelników zawsze mogę liczyć. Dziękuję!
Początek kwietnia
Po pierwszym kwietnia podszytym wiatrem przyfrunął do nas ciepły słoneczny front i można było na serio rozpocząć bieganie z gołymi nogami. Miło było też usiąść przed barem w popołudniowym słońcu i w towarzystwie Ellen wypić pierwszego w tym sezonie spiritz’a. Niby za kilka dni ma nadciągnąć arktyczny front, więc jeszcze – jak mówi włoskie przysłowie – „Aprlile, non ti scoprire”, ale tak czy inaczej idzie ku ciepłemu.
Chciałabym z tego weekendu wycisnąć tyle ile się da, ostatecznie plan dopisał się piękny i oby tylko pięknie się zrealizował.
Można powiedzieć, że zaczyna się mój długi wiosenny towarzyski maraton. Powoli żegnam zimowe uśpienie, które – nawiasem mówiąc – wcale nie było mi niemiłe.
Problem z czasem - wieczny problem
Kwiecień kwietniem, a ja jestem w ciągłym „niedoczasie”. Mam wrażenie, że gonię własny ogon. Wciąż mam w głowie natrętną myśl, że komuś nie odpowiedziałam na maila, komuś nie wysłałam ćwiczenia na congiuntivo, komuś jeszcze nie potwierdziłam lekcji, z kimś się nie umówiłam…
Biczuję się, bo znów odkładam moje badania, bo łapię się nowych rzeczy, choć z tym, co do tej pory ledwie wyrabiam się na zakrętach, bo powinnam posprzątać mieszkanie, a zamiast tego idę „pochodzić” – tak w samobiczowaniu się mam doktorat!
I tylko sama sobie co jakiś czas powtarzam – piano, piano. Powoli! Wszystko się i tak jakoś zlepi, zwiąże, poukłada, będzie dobrze.
Dobrego weekendu!



4 komentarze
Już to wcześniej czytałem o odkładanych badaniach. Kasiu, Ty się nie powtarzaj, nic więcej nie planuj kiedy nie zrealizujesz tego podstawowego planu dotyczącego badań.
Zdjęcia z wystawy impresjonistów super!🖼
Tak, tak. To prawda
Zrób badania a potem realizuj swoje plany…..
Pozdrawiam serdecznie 😘
Ps. Apetyczne te napoje😉😉😉😉🤗🤗🤗🤗
piękne kijki – niech przynoszą szczęście na trasie 🙂
zadbanie o siebie jest ważniejsze niż porządek – więc maszeruj na zdrowie
No wszyscy powtarzają i ja, badania na pierwszym miejscu. Pamiętaj, że to z wielkiej troski o Ciebie ❤️