Ludzie mówią
Ostatnio od kilku osób usłyszałam, że dobrze na mnie popatrzeć, kiedy przeżywam swoją drugą młodość. Takie słowa są mi bardzo miłe, ale jednocześnie poprawiam:
– Nie drugą, a pierwszą! To jest naprawdę moja pierwsza młodość.
On też coś ostatnio wspomniał o młodości, bo rozmawialiśmy o naszych dzieciakach, czy o ich znajomych… Wspomniał o młodości z rozczuleniem, a ja wręcz przeciwnie, na wspomnienie mojej – tak zwanej – młodości, czy też niebyłej młodości, a już na pewno nie beztroskiej młodości aż się wzdrygnęłam.
Za skarby nie wróciłabym do tamtych czasów, ani do lat 20-tych, ani nawet do 30-tych. Gdybym coś mogła w kwestii wieku zrobić, to spowolniłabym czas teraz, bo teraz jest dobrze, bo teraz puzzle zaczęły wskakiwać na swoje miejsce. Jeszcze kilka elementów wala się bez ładu i składu, ale kto wie… Na wszystko musi przyjść czas.
Rozczochrana
– Jak mam ci je wysuszyć?
– Tak na „rozczochraną” – mówię do mojej fryzjerki, która stara się, aby moja głowa w nowy weekend weszła w wielkim stylu.
– Wiesz co to znaczy dla fryzjerki, jeśli ktoś z jej salonu wychodzi rozczochrany? – śmieje się.
– Oj przecież wiesz o co mi chodzi! – śmieję się i ja – tak jak ostatnio, czyli wersja Tina Turner po koncercie, no może z odrobiną „okiełznania”.
Rozmawiamy długo o włosach, kolorach i życiowych rewolucjach.
– Miałaś kiedyś inny kolor niż blond?
– Miałam przez jakiś czas kasztanowe. To było mniej więcej w wieku 20 lat, bo mój pierwszy mąż powiedział, że jestem strasznie konserwatywna (sic!) i powinnam coś w sobie zmienić. I ja jak głupia posłuchałam i te moje śliczne blond włosy z naturalnymi pasemkami przefarbowałam. Od tamtego czasu już zawsze je farbowałam. Potem po pierwszym rozwodzie to w ogóle włosy ścięłam na krótko. Pamiętasz Meg Ryan w „You’ve got mail”? Dokładnie taka sama fryzura. Ale to wszystko były epizody, czasem symboliczne. Ja jednak z natury jestem długowłosą blondynką.
– A teraz? Nic nie wykombinowałaś symbolicznego… Ja w sumie też nie…
– Bo to – tak jak i u ciebie – rozwlekło się w czasie. Jeśli już to powinnam była coś zmienić 10 lat temu… Teraz postanowiłam się tylko rozczochrać i już nie ugładzać. Ugładzaniu mówię nie.
– Podam ci lustro to zobaczysz czy z tyłu jest ok.
Oglądam się z każdej strony. Jest bosko.
– Grazie Arta! Jaka szkoda, że my dopiero jutro wieczorem ruszamy w miasto…
I to jakie miasto…
Pięknego weekendu!



2 komentarze
Pięknego, „rozczochranego” weekendu:)
Cudownie! Miłego weekendu.