Spowolnienie
W sobotę wieczorem ledwo doszłam do łóżka. Ogarnęło mnie gigantyczne zmęczenie. Dosłownie potykałam się o własne nogi, a ołowiane powieki zaczynały żyć własnym życiem. Poległa ostatnia drobinka spopielonego feniksa…
A potem przyszedł niedzielny poranek, w którym najpiękniejsze jest to, że świtania nie zakłóca „upiorna sonata budzika”…
Mamy na dziś niewinny plan, ale bez zapędów na wielkie wojaże, czy inne wariactwa. Chciałabym kupić trochę kwiatów, zrobić kilka spokojnych zdjęć, chciałabym zjeść risotto pachnące rozmarynem, pospacerować uliczkami średniowiecznego borgo, chciałabym patrzeć jak majowy wiatr tańczy z tiulową spódnicą, cieszyć się spokojem wiosennej, włoskiej niedzieli, razem z kawą wypić odrobinę beztroski… Tak właśnie dziś bym chciała.
Grillowanie w CasaGallo
Coś, co kiedyś było stałym punktem marradyjskich wakacji wielu moich Gości, teraz stało się trudnym przedsięwzięciem. Jakimś cudem jednak w sobotni wieczór przy współpracy wszystkich udało nam się przygotować wyśmienitą kolację, usiąść przy stole, zjeść te wszystkie smakowitości, napić się wina tak zacnego, że aż chyba nie wypada w powszedni dzień, pośpiewać znane szlagiery i nawet pogłaskać węża, który wpadł na kolację niezapowiedziany…
Skromna kuchnia Mario jest już legendą. I nie chodzi tu o samo pomieszczenie – nawiasem mówiąc bardzo skromne, ale o magię, o aurę, która wisi w powietrzu. To jest coś czego nie zaprojektuje żaden architekt, nie kupi się tego za żadne pieniądze. Niektórzy twierdzą, że moja kuchnia też „to” ma i jest to dla mnie jeden z najmilszych komplementów.
Nie będzie niczym odkrywczym, jeśli napiszę, że miejsca tworzą ludzie…
Mam nadzieję, że nowy tydzień wystartuje bez nieprzewidzianych niespodzianek. Chciałabym w tych dniach przygotować się na spokojnie do wyprawy. Mam nadzieję, że mój długi marsz będzie w końcu okazją do skupienia się na sobie, wsłuchania we własne kroki, myśli, pragnienia. Może przyniesie nowe inspiracje, na pewno nowe doświadczenia, może będzie początkiem czegoś nowego…
Pięknej niedzieli <3



6 komentarzy
Piękny wąż! (raczej wężyk:-)).
Dobrze widzieć Mario w formie.
Serdeczności, Iwona
Ja już nie mogę się doczekać opisów z Twojej wyprawy. Dosłownie przebieram z Tobą nogami 🙂 Pozdrawiam. Hanka
Zrealizowania wszystkich planów
Dobrego dnia 😘
Pozdrowienia dla p. Mario🤗🤗🤗
Jak ja kocham takie kuchnie , takie domy ! Ciepłe , serdeczne ! W kuchni zawsze coś stoi do podgrzania i zjedzenia . W których nie strach zostawic coś nie na swoim miejscu . No i ludzie , gospodarze , do których strasznie chciałoby sie przytulić bo takie od nich bije dobre ciepło .. Jak dobrze widzieć Mario w dawno nie widzianej roli !
Serdeczności dla wszystkich, a dla Mario w szczególności. Wygląda świetnie i mam nadzieję, że w rzeczywistości wraca do pełnej formy.
Udanej wyprawy i dobrej pogody na wędrówkę życzę.
Piękny wpis, który oddaje urok spokojnej, majowej niedzieli w Toskanii. Twoje słowa i zdjęcia przenoszą czytelnika w ten wyjątkowy klimat, pełen słońca, zapachu kwiatów i smaku risotto. Dziękuję za tę chwilę wytchnienia i inspiracji!