Powrót
W ostatnich dniach uwijałam się jak głupia, żeby skończyć obróbkę ślubnych czerwcowych zdjęć. Nie zdążyłam przed piątkiem, choć bardzo się starałam. Ta sesja była dla mnie zawodową inauguracją nowego Nikona. Zdjęć prywatnych nie liczę. Zależało mi na tym piątku, bo chciałam móc stanąć do nowego działania z czystym kontem, czystą kartą, czystym plikiem. Tymczasem wszystko się nałożyło i będę przez następne tygodnie tonąć w zdjęciach.
Tak czy inaczej cieszę się na myśl o dzisiejszym wieczorze i jutrzejszym całym dniu. Trial był jednym z większych lokalnych wydarzeń, które kilka lat temu uwieczniłam jako oficjalna fotografka.
W tym roku powracam na plac po kilku latach przerwy. Będzie to dla mnie szczególnie miłe, bo przy tym wydarzeniu pracuje też Moja Druga Para Hoka.
Będzie wyskokowy, wyczynowo, widowiskowo z dużą dawką adrenaliny.
Nowy pomysł i plany
Mam nadzieję, że kiedy już podzielę się kilkoma ślubnymi zdjęciami, pojawią się nowe zapytania i moja wielka inwestycja z Nikona zacznie się zwracać. Poza tym brakowało mi tego fotografowania.
Druga rzecz – stęskniłam się już za pisaniem książki i dziś przedstawiłam wydawnictwu moją propozycję z pomysłem, który chodził mi po głowie od dawna. Nie wiem, jaka będzie odpowiedź, ale mam nadzieję, że mój pomysł wyda się kuszący.
Nie, nie będzie to jeszcze TA książka – z powodów, o których piszę do znudzenia, ale tak czy inaczej będzie to opowieść również bardzo bliska mojemu sercu.
Moja głową w ogóle pełna jest nowych pomysłów pisarskich, żeby tylko na wszystko wystarczyło czasu…
Uciekam do działania. Nikon naładowany, marradyjski plac przeobrażony w sportową arenę, a ja jeszcze raz przypominam Wam o jednej z moich ofert:
Planujecie zorganizować ślub toskański? Marzycie o włoskiej sesji zdjęciowej? Piszcie śmiało, bardzo chętnie podejmę się nowego działania, mam w sobie wilczy głód kolejnych wyzwań!
Na zdjęciach ja i Nikon – jak widzi nas On.
Pięknego weekendu!


