Ja jestem kobietą...
Już od miesięcy wiedzieliśmy, że weekend 11-12 lipca będzie cały dedykowany jednej z najważniejszych i największych imprez w Marradi. Nasz plac, a tak naprawdę całe centrum miasteczka stało się scenerią widowiskowej sportowej rywalizacji.
Moto trial to wyczynowa jazda na motorze z pokonywaniem przeszkód – tych naturalnych w terenie lub tych przygotowanych specjalnie na potrzeby dyscypliny – tak jak miało to miejsce w czasie zawodów w Marradi.
Miałam przyjemność już w przeszłości fotografować poprzednie edycje tego wydarzenia w Marradi, ale tym razem było to dla mnie podwójnie, a nawet potrójnie wyjątkowe.
Po pierwsze było to wydarzenie, przy którym po raz pierwszy pracowałam z Moją Drugą Parą Hoka i mieliśmy z tego radość nieprzeciętną, a po drugie bohaterkami tej edycji były kobiety, a całej imprezie przyświecało hasło: „Ja jestem kobietą, a jaka jest twoja supermoc?”
Zaangażowanie na 1000%
Byłam przekonana, że w sobotę usiądę na spokojnie i jeszcze kilka słów napiszę, ale ostatecznie wyszło jak wyszło… Nie tylko nie wystarczyło czasu na pisanie, ale musiałam nawet odwołać sobotnie lekcje, żeby wszystkiemu sprostać.
Cała impreza zaczęła się w piątek wieczorem od aperitivo. Po prosecco i drobnych przekąskach na jednym z marradyjskich tarasów przyszedł czas na talk show, w którym wzięły udział nie tylko trialistki, ale też inne byłe, aktualne czy też przyszłe mistrzynie sportu w takich dyscyplinach jak: boks, wyścigi samochodów rajdowych, rugby i piłka nożna.
Największą gwiazdą imprezy była Hiszpanka Berta Abellan, która jest obecnie niekwestionowaną mistrzynią świata w mototrial kobiet i to swoje mistrzostwo udowodniła po raz kolejny w sobotni wieczór na marradyjskim placu.
Nie jestem wielbicielką imprez sportowych, choć paradoksalnie sama jestem typem „sportiva„. Nie śledzę żadnych dyscyplin, rozgrywek, mistrzostw, sportowców, ale bycie w ten weekend na placu, fotografowanie wydarzenia, bycie częścią teamu w czerwonych koszulkach na pewno było wspaniałym doświadczeniem.
W niedzielny poranek musieliśmy odwieźć barierki – w sumie trzy ciężarówki – na autodrom w Mugello. Tym razem ja pojechałam już tylko do towarzystwa, bo jak ostatnio ktoś wspomniał w komentarzu i na co gorąco przytaknęłam – nieważne co i gdzie, ważne, że razem. Zmęczenie i zarwane godziny snu odsypialiśmy potem przez pół niedzieli.
Nie znaczy to jednak, że nic się więcej nie wydarzyło. Nie było rzeki, trekkingu i innych stałych punktów programu, ale spontanicznie w niedzielny wieczór wykluła się inna – jakże rozkoszna i miła duszy – atrakcja. O tym jednak już nie dziś, bo czas nagli.
Pięknego nowego tygodnia!



10 komentarzy
Dziewczyny fajne. Ale fajnie też na Marradi popatrzyć 🙂
Prawda?:)))
Nietuzinkowa impreza 🙂 a kto nie zagląda na Twój profil na IG ten nie wie, że wczoraj pokazałaś '2paręHoka’ 😉
Rzeczywiście! Zupełnie niechcący. Po Twoim komentarzu wpadłam w panikę, czy coś przez pomyłkę opublikowałam, czego nie miałam publikować. Nie zwróciłam uwagi, że Moja Druga Para Hoka się pojawiła:)))) Swoją drogą brawa za spostrzegawczość;)
Kasiu, w przyszłym roku to ja widzę Ciebie na takim motorze;D Ale byś pośmigała:D
Fenomenalna to musiała być impreza! No i Druga Papra Hoka się pojawiła… Ja to akurat po zegarku poznałam! 😉
🙂 🙂
A ja druga pare hoka poznalam po butach Hoka:)
Umowny sie, jaka jest przecientna, zeby ktos w Marradi jako wspolorganizatr, w czerwonej koszulce mial na stopach hoka?
To prawda:)))) No cóż:) Wyszło zupełnie niechcący. W ogóle nie pomyślałam o butach:)
Oj chyba nie:)