Tak może być
Do starego repertuaru blogowych „przynudzań”, w którym są: pierwsze fiori di san Giuseppe, słodko pachnące lipy, czerwcowe ginestre, pieczone kasztany i wiele innych drobiazgów i niedrobiazgów, teraz dojdzie zachwyt podlany niedowierzaniem: „tak naprawdę może być?”.
Cierpliwości do moich roztkliwień, bo zwyczajnie nie umiem się nie roztkliwić nad tym, co jest mi teraz dane!
„A wiesz, mam zaproszenie do nagrania podcastu?”, „a wiesz, że jest już projekt okładki?”, „a nie wiem co mam z robić z…”, „martwię się, bo…”, „lubię…”, „chciałabym…”, „potrzebuję…”. Udostępniam moją pozycję GPS, udostępniam to, co kiedyś byłoby nie do pomyślenia, żebym udostępniła, otwieram serce i nie tylko, ale jednocześnie mam swoją przestrzeń, nikt mnie nie zahukuje, nie kpi, nie bagatelizuje, zamiast tego zachęca, dodaje odwagi, stymuluje, nie wprawia w poczucie, że jestem „nie dość…” i przede wszystkim ktoś się moimi sprawami na serio interesuje…
To wszystko dla mnie jest wciąż nie do uwierzenia. Naprawdę tak może być? Naprawdę można żyć bez złości, zaciskania zębów, bez łez pod powiekami i przede wszystkim bez strachu, który jak drut kolczasty zaciska się na szyi?
W wieku prawie pięćdziesięciu lat odkrywam, że jednak można i dlatego właśnie się tym roztkliwiam.
Strach się ulatnia. Strach jest coraz bardziej pod kontrolą – nawet na niedzielnym zębie skalnym…
On nie mówi mi: „nie idź tam!” – mówi: „tylko może teraz nie wstawaj, wycofaj się na czworakach?” Robi zdjęcia, boi się o mnie, ale przy tym nie wiesza sznura na szyi i myślę sobie, że w tym tkwi właśnie sekret: im więcej damy komuś wolności, tym bardziej ten ktoś będzie nasz.
Książka
Rankiem w środę przychodzi mail… Tytuł: propozycje okładki. Otwieram z bijącym sercem, a chwilę potem zalewa mnie mieszanka „tak, o to chodziło” i „ale jak to?”
Dyskutujemy, wymieniamy maile, tłumaczę co i jak, choć jednocześnie dziwię się, że takie rzeczy muszę tłumaczyć. To są momenty, w których wszystko mi opada. Niemniej mam nadzieję, że zaraz będzie tak, jak powinno być, to w końcu nie jest takie trudne.
Ta faza „techniczna” pracy nad książką zawsze wykańcza człowieka nerwowo.
Najważniejsze jednak, że prace już trwają. Mam nadzieję, że ta książka będzie miłym kompanem majowych wypraw do Włoch.
Pięknego dnia!



12 komentarzy
Basta, takich zdjęć ja nie chcę oglądać i myślę, że nie tylko ja. Po co kusić los? Niech to słońce co zaświeciło świeci i żadne chmury niech go nie przysłaniają. Upoważniamy drugą parę hoca do postawienia veto w naszym imieniu jak bedziesz ryzykować, ooo. Mam nadzieję, że nie jestem odosobniona z tym apelem.Pozdrowienia znad Stretto.
Ja się przyłączam. Kasia, bój się Boga, a jakby to odpadło? W takim cudnym momencie życia?
Zgadzam się z koleżankami, ja patrzeć nie mogę. Serio teraz nie ryzykuj, szkoda drugiej pary!
Możesz robić wszystko co Ci się podoba ale musi to być bezpieczne. Zaczyna być dobrze i niech tak zostanie. Powodzenia💗
Hahaha ja bym też tam wlazła ale ostrożności nigdy za mało😉 Najlepiej jak ktoś sie troszczy w wyrozumiały i kochany sposób 👌
I ja z przerażeniem patrzę na to zdjęcie ! Kasiu , bój sie Boga , nie kuś losu !
A ja rozumiem! 🙂 Też chętnie bym się tam wdrapała, i uwieczniła na zdjęciu.
Ale pewnie rzeczywiście mogłabym wycofywać się na czworaka 😉
Dziękuję! <3
Nowa Kasia ❤️
„miłośc jest wtedy, gdy dajesz czlowiekowi wolność , a on wybiera Ciebie – kazdego dnia „.
Ta skała teraz to tylko kamień…
Kasiu, bardzo się cieszę Twoim szczęściem. Niech trwa:)
Sluchaj Kasiu tylko siebie, zawsze 🙂
Ogromnie krzepiace Twoje zdjecia, dobrze jest dziewczyno swietna !
Spoznione troche zyczenia serdeczne dla Lucy, to takie wzruszajace, ze traktujesz jej marcowe urodziny z takim pietyzmem, pewnie, ze tak nalezy, bo przeciez to bylo bardzo piekne (drugie poniekad) narodzenie, szczescia i wszystkiego najwspanielszego dla Was obu, oraz oczywiscie dla Mikolaja tez 🙂
Uklony,
M.