Lipy
Lipy mają liście w kształcie serc! Jak to możliwe, że nigdy nie zwróciłam na to uwagi? A może zwróciłam i już nie pamiętam? Z moją pamięcią jest coraz gorzej. W każdym razie, nawet jeśli już to kiedyś zauważyłam, to pięknie jest odkryć to na nowo.
Za każdym razem, kiedy idę do Marradi, zadzieram głowę i wpatruję się w korony moich ukochanych drzew – lipy, to po włosku tigli. W naszym miasteczku lip jest zatrzęsienie, jest nimi wysadzona niemal każda droga, to dlatego, kiedy zaczynają kwitnąć, głowa jest pijana ze szczęścia. Nie ma dla mnie piękniejszego zapachu. Zapach lip – to właśnie zapach letniego Marradi.
Jeszcze nie kwitną, jeszcze chwilka, to moje zadzieranie głowy to monitorowanie stanu kwiatów. Brakuje im kilku dni słońca, lato zaczęło się u nas dopiero trzy dni temu.
Cieszę się też, że od lip gęsto jest w Brisighelli, w Fognano i w Crespino, dzięki temu możemy się nimi cieszyć całkiem długo. Najpierw zaczynają kwitnąć w Romanii, potem dopiero u nas, a na koniec w Crespino, które jest nieco wyżej.
Druga Para Hoka też kocha ten zapach – nie mogło być inaczej…
Nikon i nowa era
We wtorek pod Dom z Kamienia podjechała furgonetka DHL. Miły kurier wręczył mi paczkę, którą odebrałam trzęsącymi rękami.
Trzęsącymi rękami przecinałam taśmę, otwierałam pudło jedno, potem drugie i trzecie, trzęsącymi rękami odfoliowywałam z ochronnych bąbelków poszczególne elementy, aż w końcu z namaszczeniem i wzruszeniem po raz pierwszy wzięłam w ręce nowego Nikona… Czułam się trochę tak, jakby na świat przyszło moje kolejne dziecko. Trudno mi było opanować drżenie rąk.
Tu jeszcze raz kłaniam się w pas i dziękuję Wam za wszystkie kawy i za patronowanie. Wielkie dziękuję również dla Mojej Drugiej Pary Hoka…
– Jaki będzie twój pierwszy kadr?
– A jak myślisz?
Kilka godzin później:
– Stań tu w drzwiach proszę!
– Nie no, nie w takim stanie! Jestem cały zakurzony po pracy! Daj mi się doprowadzić do ładu.
– Tak jest właśnie dobrze, a poza tym czekam już kilka ładnych godzin, żeby nacisnąć spust migawki i nie zamierzam ani chwili dłużej.
Chwilę się droczy, a potem staje w progu i patrzy na mnie tym swoim maślanym spojrzeniem, pod którym niezmiennie uginają mi się nogi.
Jeden kadr, drugi, magiczne klik… Aż mam dreszcze… Patrzę na to moje nowe nikonowe cudo i nie wierzę, tak jak nie wierzę jeszcze w to, co właśnie fotografuję…
Na drugi dzień ruszam na mały trekking. Nikon idzie ze mną. Łapię tylko kilka kadrów – teraz już nie będzie tak szast prast na lewo i prawo pstryknięciami. Teraz z namaszczeniem, z pietyzmem, z przemyśleniem…
Dziś wyczekana sobota, dziś ważny wieczór, dziś przez Marradi biegnie la 100 km del Passatore, a jutro… Na jutro napisał się piękny plan! Tak dla odmiany…
Wspaniałej soboty!



9 komentarzy
O jaaa! Ale czad! Dajesz radę udźwignąć tę maszynę czy potrzebne jest wspomaganie?
Daję radę, ale czasami udaję, że nie, bo tak miło mieć wspomaganie:)
Super wiadomość , niech Ci Kasiu służy ! No i nam ! A tak co do zdjecia z Nikonem . Kasiu , jakie Ty masz cudowne , świetliste oczy !!!
Bo w tych oczach tyle się teraz mieści <3
Serio, niesamowite.
piękny sprzęt
niech dzielnie służy 🙂
Niech służy!
No właśnie byłam bardzo ciekawa, czy przerzucisz się już na bezlusterkowca :-). A to chyba Z5II? Niech służy jak najlepiej! I ciekawa jestem wrażeń z jego użytkowania 🙂
Serdecznie pozdrawiam i cieszę się Twoim/Waszym szczęściem
Tak dokładnie ten:) Za radą Brata, który w tej kwestii jest dla mnie guru:)