Najpiękniejszy ze wszystkich ultramaratonów
O 100 km del Passatore pisałam w minionych latach wiele razy razy. Kiedyś dla jednego polskich magazynów przygotowałam nawet na ten temat bardziej obszerny artykuł. Poza tym dwa razy byłam inicjatorką wykonania dużego transparentu, który miał dodać sił mojemu Czytelnikowi, który mierzył się z tą trasą. Jednocześnie sama od lat marzyłam, żeby kiedyś przebiec ten ultramaraton i usłyszeć na własne uszy owacje marradyjczyków. To akurat nigdy nie się wydarzyło i nie wydarzy, bo biegać nie mogę, ale metaforycznie, poetycko, enigmatycznie napiszę tylko, że każdy ma swoją „100”…
La 100 km del Passatore przez wielu uznawana jest za najpiękniejszy ultramaraton świata. Myślę, że taki przydomek to w dużej mierze zasługa miejsca startu, którym jest Florencja.
Dalej trasa wije się pod górę aż do Fiesole, po czym opada w dół do Mugello, by w końcu zmierzyć się z najwyższą na tej trasie przełęczą Apeninów – Passo della Colla na wysokości 913 m. Następnie mijając Crespino, Marradi, Fognano i Brisighellę dociera się (nie każdy!) na Piazza del Popolo w Faenzie.
Marradyjczycy w pierwszej setce i powrót Calcaterry
Marradi jest jednym z ważniejszych etapów biegu. Czekając na biegaczy i żywo im kibicując miasteczko bawi się przy muzyce i smakołykach. Najpierw wypatruje się lidera, który do Marradi dociera zwykle około 19.30, potem dobiegają kolejni uczestnicy i uczestniczki, ale najwięcej emocji budzą zawsze marradyjczycy. W tym roku dwaj z nich znaleźli się w pierwszej setce, a to jest gigantyczny wyczyn. Wyczynem jest już samo ukończenie tego biegu.
Wielkim wzruszeniem było dla mnie znów sfotografować biegnącą legendę – Giorgio Calcaterra. Ucieszyłam się, kiedy dowiedziałam się, że porzucił zeszłoroczną rolę spikera, by znów samemu stanąć do biegu.
Giorgio Calcaterra przez dwanaście lat był niedoścignionym zwycięzcą. Do dziś nazywa się go królem 100 km del Passatore, a nawet światowym mistrzem ultramaratonów i choć minęło już trochę lat, to Calcaterra pokazał, że nadal jest w formie, on też dobiegł do Faenzy w pierwszej setce.
Ultramaraton Passatore zaczyna u nas letni imprezowy sezon. Wspaniale było znów być na placu przy muzyce. Wspaniale było być tam, tak, właśnie tak…
A teraz my...
Nawet jeśli nasze Hoka zostały w domu, to i tak mimo bardziej wyjściowego outfitu, możemy powiedzieć, że miniona sobota była naszą „100”. Żeby wyjaśnić dlaczego, musiałabym tę historię opowiedzieć tu od początku, ale na to przyjdzie jeszcze kiedyś czas. Mam nadzieję, że będzie o tym książka. Nie dziś i nie jutro, ale będzie – namawia mnie do tego nawet Moja Druga Para Hoka.
– Zdajesz cobie sprawę, że to się dzieje naprawdę? – popatrzył nieco wzruszony.
– Dla mnie to jest wciąż surrealistyczne…
Było już późno, kiedy wychodziliśmy z placu.
– Przejdziemy przez „pedanę”? (bramka biegaczy) – zapytałam proszącym tonem.
Kiedy już byliśmy za nią kilka kroków wyciągnęłam telefon:
– Tak pamiętny wieczór bez jednego selfie?
Pięknego tygodnia!



4 komentarze
Czyli mamy zwycięzców 🙂
Myślę, że tak:) Z wysoko podniesioną głową <3
Pięknie wyglądasz Kasiu.
dziękuję <3